Być może… Tajemnica podkarpackiego „Kłosa”

przez | 16 maja, 2020

Lubicie zagadki? Bo ja chyba coraz bardziej. Zwłaszcza jeśli dotyczą lotniczej przeszłości regionu. Na tę natrafiłam odbierając pocztę mailową bloga.  W skrzynce była wiadomość zawierającą kilka zdjęć z fragmentami samolotu i adnotacją, że taką dziwaczną, enigmatyczną konstrukcję znaleziono na Politechnice Rzeszowskiej. Prawdopodobnie leży tam prawie pół wieku. Co to? Czyje? Dla kogo? Po co? I skąd się tam wzięło? Pytań było mnóstwo. Jak się okazało ten amatorski samolocik to konstrukcja bardzo regionalna. Nazywa się Jarząb „Kłos”. Jest jedynym egzemplarzem i powstał najprawdopodobniej w latach 70. w Krośnie. 

fragment samolotu w hali

Fot. Michał Kuźniar/ arch. Lotnicze podkarpackie

Gdy zobaczyłam owego „Kłosa”, albo to co z niego zostało pierwsze co przyszło mi do głowy to to, że pilot – zapewne jedynie doświadczalny – musiał mieć sporo odwagi, aby nim polecieć. Mało tego, jeśli taki lot miałby się udać to zasiadający za sterami musiał być lekkim jak piórko nastolatkiem. Mówi się, że dobry pilot poleci nawet na drzwiach od stodoły i to potoczne powiedzenie idealnie ilustruje ryzyko pilotowania tego samolotu. Co nie zmienia faktu, że „Kłos”, chociaż zdekompletowany, istnieje. Być może był jedynie swoistym eksperymentem, owocem pasji i wyobraźni technicznej amatora. Opis losów tego samolotu można zawrzeć pod hasłem ‚być może’. To jeden z wielu produktów amatorskiego lotnictwa w kraju z czasów PRL-u, który powstał i…. Przepadł – może ze względu na ówczesną politykę braków, zakazów, nakazów, a może tylko twórcy zabrakło uporu.

Chociaż w ogólnej historii lotnictwa zbudowano niejeden amatorski samolot i niektórym konstrukcjom (takim jak np. medialna J-1 „Prząśniczka”) udało się zaistnieć to jednak zgoła inny los spotkał „Kłosa”.        

 

Niby jest, a jakby go nie było…

Albo: niby go nie ma, a jednak jest…

Zaprojektował go dębicki mechanik Kazimierz Jarząb. I jego życiorys w rekonstrukcji historii tego samolotu również zasługuje na uwagę. W 1952 roku, po otrzymaniu nakazu pracy mężczyzna został zatrudniony w WSK PZL w Mielcu. Potem, przez 3 lata w ramach służby wojskowej był mechanikiem samolotowym w 1. Pułku Lotnictwa Myśliwskiego w Warszawie. Następnie wrócił do pracy w mieleckiej fabryce samolotów, gdzie pracował w dziale kontroli technicznej. W Aeroklubie Mieleckim zrobił licencję pilota II klasy. W latach 60. był też kierownikiem kontroli technicznej w Zakładach Sprzętu Lotnictwa Sportowego nr 4 we Wrocławiu i pilotem zakładowym. Po kilku latach wrócił do regionu. Został zatrudniony w krośnieńskiej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego, gdzie po skończeniu studiów pracował jako specjalista ds. chłodnictwa. Od tego momentu jego drogi z zawodowym lotnictwem i z regionem rozeszły się. Jarząb był również działaczem solidarnościowym. Przez pół roku był internowany w bieszczadzkim ośrodku. Potem zaangażował się w działalność towarzystw charytatywnych i duszpasterskich. W latach 80. wspierał też uczniów z Technikum Budowy Płatowców w Mielcu.

Fot. arch. Lotnicze podkarpackie

Jak podają skąpe źródła* – Jarząb „Kłos” to jednomiejscowy górnopłat zastrzałowy o konstrukcji metalowej z odkrytą kabiną, usterzeniem motylkowym, klasycznym, stałym podwoziem i silnikiem motocykla MZ 250 z pchającym śmigłem. Jarząb zbudował go w drugiej połowie lat 70. W 1977 roku samolot został oblatany w Krośnie. Już tutaj narzuca się wiele pytań: co w ówczesnych czasach – polityki Polski Ludowej oznaczało owe oblatanie takiej polskiej, amatorskiej konstrukcji, czy były jakiekolwiek perspektywy produkcyjne dla takiego projektu? Może to właśnie dzięki pracy w WSK Krosno mógł zbudować i choćby prowizorycznie przetestować możliwości lotne tego samolotu? Pytania można mnożyć. Można też stawiać hipotezy. Bo to były dziwne czasy także dla eksperymentalnego lotnictwa:

– Rzecz ciekawa, że w Peerelu, kiedy zwykły człowiek nie mógł myśleć o dalekich wyprawach własnym samolotem, budowniczych było całkiem sporo – wspomina Jarosław Janowski z Łodzi, guru polskich zapaleńców domorosłego lotnictwa, autor kilku konstrukcji do amatorskiego wykonania. – Kursy pilotażu były bezpłatne, ludzie mieli wielkie marzenia, a najprostsze materiały, choć trzeba je było „załatwiać”, można było jednak zdobyć.

Telewizja pokazywała od czasu do czasu entuzjastów, którzy montowali w stodołach latające curiosa z silnikami z syrenki  albo chociaż szybowce. Czasami nawet pozwolono im poderwać maszyny nad ziemię, przestrzegając wcześniej lojalnie, że polscy strzelcy obrony przeciwlotniczej są wyjątkowo sprawni. Informacje o próbach ucieczek do opinii publicznej raczej nie docierały, każda jednak przyczyniała się do bardziej pilnego trzymania napaleńców przy ziemi. – „Chcesz latać sam zbuduj sobie samolot” – mówi Eugeniusz Pieniążek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Lotnictwa Eksperymentalnego. W tamtych czasach lotnictwo wydawało się jeszcze zjawiskiem na pograniczu magii, więc domorośli budowniczowie na pniu się nie rodzili. Dopiero w drugiej połowie stulecia rozwój wiedzy technicznej, piśmiennictwa dla amatorów oraz ogólny wzrost wykształcenia sprawił, że zaczęły powstawać prywatne latadła. Z najróżniejszym zresztą skutkiem. 

(Adam Molęda „Kto nam podcina skrzydła”, „Dziennik Polski” 16.11.2000)

 

   

Być może kiedyś, przypadkiem się spotkali….

A może nawet znali się na przykład z pracy w fabryce w Mielcu. Kazimierz Jarząb – mechanik i inżynier Adam Borowski – szef zespołu konstrukcyjnego projektu M-14, niedoszłego samolotu rolniczego, który miał być produkowany w WSK PZL Mielec i eksportowany jedynie do ZSRR.** Polityka sprawiła, że Borowskiego odsunięto od tego projektu. Prawdopodobnie w drugiej połowie lat 70. inż. Borowski został oddelegowany z mieleckiej zakładów do pracy w rzeszowskiej uczelni. Trafił na Politechnikę Rzeszowską, gdzie od około 1975 roku pracował m.in w Instytucie Lotnictwa  tej uczelni. Początkowo funkcje naukowe łączył jeszcze z pracą w przemyśle. Przypuszczalnie ci dwaj mężczyźni gdzieś się spotkali.

Tu znowu mamy kilka hipotez: możliwe, że Jarząb  przekazał Borowskiemu „Kłosa”, który w przyszłości miał być  matrycą, punktem wyjścia pod budowę w zakładach ultralekkich samolotów do samodzielnego montażu. Inżynier – konstruktor miał go udoskonalić. Możliwe, że produkcja i dystrybucja takich mini-samolocików był to plan awaryjny na usługę mieleckiej fabryki w zakresie lotnictwa po upadku socjalizmu. Aczkolwiek jeśli faktycznie taki pomysł wysunięto to zapewne w bardzo wąskim gronie. Nie został zrealizowany, a doc. Borowski przenosząc się do pracy na uczelni zabrał ze sobą tę osobliwą konstrukcję. Jednak ówcześni pracownicy , naukowcy z rzeszowskiego Instytutu Lotnictwa twierdzą, że ten osobliwy samolot był traktowany tam jako lotnicze dziwactwo i nie mógł stanowić wzorca dla konstrukcji ultralekkich. Dlatego drugie, bardziej realistyczne przypuszczenie mówi, że konstruktor-amator doskonale zdawał sobie sprawę, że w tamtych czasach nie miał szans na rozwój tego projektu więc owoc swej „myśli technicznej” po prostu przekazał go – bezpośrednio lub pośrednio – do uczelnianego Instytutu Lotnictwa gdzie w dodatku było Laboratorium Płatowców, aby służył studentom i naukowcom. Jest więc kilka możliwych scenariuszy dlaczego i jak amatorski „Kłos” utknął na kilkadziesiąt lat w rzeszowskiej uczelni. Nieco zdekompletowany przetrwał prawdopodobnie kilka przeprowadzek z budynku do budynku, z hali do hali…. Parę lat temu podobno przeszedł face-lifting na jakieś pokazy.  

samolot mały

Fot. arch. Lotnicze podkarpackie / dzięki uprzejmości Johan Visschedijk -1000aircraftphotos.com © 

To jeszcze nie koniec zagadki „Kłosa”

Archiwalne zdjęcie (powyżej) na którym widnieje owy samolot pochodzi ze zbiorów holenderskiego pilota Waltera van Tilborga*, który albo samodzielnie je wykonał (jeśli tak to pytanie kiedy i gdzie?) lub otrzymał od kogoś. Tilborg, zawodowo związany z lotnictwem – pilot i kontroler ruchu lotniczego Królewskich Holenderskich Sił Powietrznych kolekcjonował i opisywał m.in amatorskie samoloty powstałe po 1945 roku. Mężczyzna tworzył coś w rodzaju światowego przeglądu, ewidencji konstrukcji amatorskich. Część z nich jest zawarta na stronie 1000aircraftphotos.com. Kontynuatorzy idei Tilborga otrzymali część jego zbiorów, zdigitalizowali i zamieścili w sieci. Zadałam pytanie twórcom wymienionej strony czy wiedzą coś na temat tego statku. Po długim oczekiwaniu dostałam odpowiedź. Chociaż na stronie nie ma zewidencjonowanego naszego „Kłosa” to jednak zarówno fotografia jak i opis istnieje w archiwach autorów 1000aircraftphotos.com

Johan Visschedijk – jeden z autorów wymienionego projektu napisał, że nie wie jak zdjęcie tego polskiego samolotu znalazło się w archiwach Tilborga, ale informacje o nim zaczerpnęli z „Jane’s All the World’s Aircraft 1981-82” (John W.R. Taylor – Jane’s – 1981). To coroczna publikacja lotnicza założona przez Johna Fredericka Thomasa Jane w 1909 roku. W wydaniu z 1981 roku znajduje się maleńka fotografia (93×34 mm) i opis twórcy „Kłosa” i jego statku (TUTAJ dostępna wersja oryginalna z wymienionej publikacji). Natomiast twórcy strony internetowej, a zarazem dysponenci części schedy Waltera posiadają ją w nieco większym formacie. Ja do tego doszło, że tak niszowa konstrukcja trafiła na łamy tego prestiżowego magazynu? Nie wiadomo. 

fragmenty żółto niebieskiego samolotu

Fot. arch. Lotnicze podkarpackie

Ale ta historyczna fotografia ukazała się podobno także na łamach magazynu lotniczego „Skrzydlata Polska” w jednym z wydań z 1975 roku. Zawiera się też w ewidencji modelarza Piotra Piechowskiego na niemieckiej stronie piotrp.de w zakładce ‚konstrukcje amatorskie’. W każdym przypadku publikujący je powołuje się na archiwa holenderskiego pilota – kolekcjonera. 

Jedną ręką można go z hangaru na płytę wyciągnąć. Co też robimy by obfotografować to to z inż. Jarząbem w kabinie.   

„Kłosy” na krośnieńskim niebie. Nowiny Rzeszowskie, 21.06.1979

To całkowity zbieg okoliczności, że na drodze poszukiwań informacji o Kłosie, w maju br.  trafiłam na archiwalny artykuł z 1979 roku w lokalnej gazecie. Tekst był opatrzony wymownym tytułem: «”Kłosy” na krośnieńskim niebie» i dotyczył Krosna jako miasta lotnictwa. Opisywano w nim głównie istnienie miejscowego aeroklubu i firm przemysłu lotniczego, jednak z niewiadomych przyczyn opatrzono zdjęciem Kłosa na pasie startowym, a za sterami zasiadał konstruktor.  

 Sierpień 2020 roku. Niespodziewanie od zaprzyjaźnionych, krośnieńskich seniorów lotnictwa dostaję archiwalne zdjęcie…

hangar z samolotami

Fot. arch. Lotnicze podkarpackie

To obrazek z wnętrza hangaru, jak potem okazuje Aeroklubu Podkarpackiego w Krośnie. Widać tam jakiegoś mężczyznę wśród samolotów. W pierwszej chwili nie dostrzegam go, dopytuję o co chodzi z fotografią. Niezastąpiony Grzegorz Wiśniowski podsyła kolejne skany. Są opisane: Samolot X-1 „Kłos”, sk 1:10, Rysunek informacyjny! Stało się, że na owym zdjęciu, po prawej stronie widać właśnie „Kłosa”. Otrzymane skany zawierają rysunki techniczne, a także Charakterystykę samolotu:

Jest to minisamolot przystosowany do budowy w warunkach amatorskich. Załogę stanowi pilot (1 osoba) o ciężarze ze spadochronem 50-65 kg. 

Dalej jest napisane, że w zależności od wagi pilota, aby zachować środek ciężkości siodełko w samolocie można przemieszczać w 3 wariantach. Skrzydło i usterzenie jest drewniane z pokryciem sklejkowym. Kadłub – metalowy z kratownicą, która umożliwia zamocowanie skrzydeł, wału śmigła i silnika. Ten pochodzi z motocykla MZ. Został zmodernizowany dla potrzeb samolotu. Skany zawierają głównie rysunki techniczne poszczególnych elementów Kłosa, ich wymiary, ale są też opisane Osiągi i Dane techniczne tej konstrukcji. 

Obecnie te materiały znajdują się w zasobach Katedry Samolotów i Silników Lotniczych Politechniki Rzeszowskiej, gdzie znaleziono samolot. Zostały tam przekazane dzięki uprzejmości Krośnieńskiego Klubu Seniorów Lotnictwa. Być może posłużą do celów dydaktycznych. Tutejszy „Kłos” nie jest jakąś spektakularną konstrukcją z wielkoformatowego lotnictwa. Jako produkt amatorski nie zaistniał w szeroko pojętej awiacji, ale dzięki temu, że został odnaleziony i zidentyfikowany „opowiada” kolejną mikrohistorię lotniczego podkarpackiego. Czy to już koniec historii tego samolotu? Czas pokaże…

  

    

 

 

 

——————

* Patrz: 1) piotrp.de i 2) samolotypolskie.pl

* * W kwietniu 1971 roku odbyło się spotkanie przedstawicieli WSK-Mielec pod przewodnictwem wiceministra przemysłu maszynowego (…) i delegacji Ministerstwa Lotnictwa Cywilnego i Ministerstwa Przemysłu Lotniczego ZSRR. Na spotkanie przygotowana była przetłumaczona na język rosyjski dokumentacja techniczna M-14 oraz model samolotu. Podczas spotkania polska delegacja poinformowała jednak stronę radziecką, że w Polsce nie ma kadry technicznej zdolnej do opracowania samolotu tego typu i prosi delegacje radziecką o przysłanie głównego konstruktora z ZSRR. Tak istotnie się stało i jedną z konsekwencji tej decyzji była budowa samolotu PZL M-15 (Belphegor), który powstał przy współpracy inżynierów z ZSRR. Pracownikom WSK-Mielec zabroniono wspominać o samolocie M-14, prawdopodobną przyczyną takiego zachowania była obawa, że Związek Radziecki nie kupi polskiego samolotu, z całą pewnością jednak kupi maszynę własnej konstrukcji budowaną w Polsce. Przewidywano również, że środki finansowe na radziecką konstrukcję będą zdecydowanie większe niż na samolot tego samego typu ale będący osiągnięciem własnej myśli technicznej. Według oficjalnej wersji wydarzeń, delegacja radziecka poinformowała stronę polską, że nie przewiduje w najbliższym czasie budowy silnika turbośmigłowego TWD-10A, w związku z czym, przy braku napędu cały projekt został anulowany. (pl.wikipedia.org)

 

 

2 myśli nt. „Być może… Tajemnica podkarpackiego „Kłosa”

  1. samolotypolskie.pl

    Pani artykuł sprowokował mnie do poszukiwań informacji o tym samolocie. Udało mi się ustalić, że samolot mógł nosić również nazwę KR-01 „Kłos”. W budowie samolotu uczestniczyli Stanisław Kustroń i Stanisław Wojtoń. Jego budowa mogła być ukończona w 1976 r. Identyczne zdjęcie samolotu „Kłos” z lat 1970- tych odnalazłem w artykule Andrzeja Glassa „Polskie samoloty i motoszybowce amatorskie”. Technika Lotnicza i Aeronautyczna nr 1/1984.

    Odpowiedz
    1. Katarzyna Hadała Autor wpisu

      Panie Krzysztofie, a ja się właśnie zastanawiałam czy to przypadkiem nie ten sam: Jarząb Kłos i ten KR-01 Kłos… I oczywiście bardzo się cieszę, że stworzyłam prowokujący artykuł o lotnictwie 😀 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *