Fakt pozostaje faktem, ale… Dylematy blogerki

Do stworzenia tej treści zainspirowały mnie m.in. Wasze komentarze pod postem o tutejszym wypadku… Już na tym etapie waham się co dalej powinnam napisać: czy – tak jak podały media – „małego samolotu pasażerskiego”, awionetki czy też – jak sugerowali fachowcy – Vansa RV 10? Dla ogółu społeczeństwa, odbiorców mediów nazwa samolotu nic nie wnosi, nie daje żadnego wyobrażenia, ale dla branżowych specjalistów jest ważna. A to dopiero wierzchołek odwiecznego problemu media kontra eksperci w opisywaniu zdarzeń lotniczych. Skąd to się bierze? Próbuję wyjaśnić. 

Jasionka lotnictwo samolot wypadek

Fot. Tomasz Kępanowski / EPRz Spotting Team

Wystarczył jeden dzień off-line, a w lotniczym podkarpackim już coś się zadziało. W sobotę późnym wieczorem odebrałam wiadomość od kolegi z „Śmigła w akcji” (na marginesie tę facebookową stronę  bardzo cenię) z pytaniem czy wiem coś na temat tego wypadku na lotnisku w Jasionce. Tego? – pomyślałam pytająco. Znowu? Jakoś niefortunnie, akurat  w ciągu paru tygodni odnotowano tutaj kilka lotniczych incydentów. Wokół wszelkich takich zdarzeń media robią zawsze sporo szumu bez względu na konsekwencje dla postrzegania tej dziedziny. 

 

„Woda na młyn”

 

Generalnie ludzie postrzegają lotnictwo jako dziedzinę trudną, niebezpieczną, a jednocześnie piękną i intrygującą. Taki paradoks. Z tego korzystają media. Wypadek lotniczy, awaryjne lądowanie to jak „woda na młyn”. Jednak zdarzenia lotnicze bez względu na to co, kto i dlaczego zawinił wśród ogółu społeczeństwa robią lotnictwu zły pijar.  Opozycyjnie: sukces na zawodach czy rekordowy przelot – też, ale jakby jakoś mniej. Dlaczego? Nie wiem. Może tak nas nauczono, może to efekt bardzo technologicznych, skomercjalizowanych czasów, przesytu informacji albo naszej wybiórczości. Lotnictwo jest nośnym tematem na poziomie zrozumiałym dla ogółu. 

 

Szerzej pisałam o tym w ubiegłym roku w urodzinowym wpisie pt. Lotnictwo na warsztat… Lotnicze podkarpackie okiem autorki bloga

 

Wróćmy do naszego nieszczęśliwego Vansa RV 10. Dzień po zdarzeniu, po długim namyśle zdecydowałam się opublikować zewnętrzny link z informacją o tym zdarzeniu. Po co? Teraz to już sama nie wiem i bardzo poważnie zastanawiam się czy jeszcze kiedykolwiek będę to robić… 

Na lotnisku w podrzeszowskiej Jasionce […] przed pasem startowym rozbił się w sobotę mały samolot pasażerski typu Cessna, którym podróżowały trzy osoby. Wszystkie zostały ranne, w tym jedna poważnie.

(polsatnews)

Po czym o celowość zamieszczenia tego linku zapytał w komentarzu jeden z internautów. Pytanie uzasadnił licznymi wątpliwościami względem podlinkowanej treści, która pochodziła z telewizji komercyjnej.  W moim przekonaniu ta treść była wystarczająca, aby dać do wiadomości, że coś się stało nie wywołując niepotrzebnych spekulacji. Fakt, może trochę po czasie. Nie ukrywam, że argumentem „za” były też fotografie lokalnego spottera, które tam opublikowano. Na tę zawartość popatrzyłam stricte informacyjnie, marketingowo i … Bez lotniczych sentymentów. Jednak szybko przekonałam się o tym, jak bardzo się pomyliłam. 

 

„Granice śmieszności” w lotnictwie a granice świadomości ogółu

 

Dla mnie, byłego dziennikarza, a obecnie autora bloga  (ale również potencjalnego odbiorcy lotniczych treści), który swoją twórczość kieruje głównie do ogółu, wymieniony powyżej lead był wystarczający mając na uwadze profil moich adresatów. Zwięzły tekst odpowiadający na pytania gdzie, kiedy i co się stało. Potem wypowiedź przedstawicieli służb porządkowych uprawnionych do udzielania takich informacji i kilka zdjęć z miejsca . Na końcu adnotacja do wcześniejszego lotniczego zdarzenia.

Za kim powtarzają głupotę „samolot typu Cessna”? Tym razem to przynajmniej nie „awionetka”, choć u Was jest i do tego ukraińska. A może warto było sprawdzić jaki to samolot – rejestr ukraiński np.? Czy ktoś zainteresował się jaki jest obecny stan zdrowia poszkodowanych? […] chyba od portalu lotniczego powinniśmy wymagać sprostowania „gorącej informacji”, tym bardziej, że publikuje ją dzień po wydarzeniu w celu… no właśnie, w jakim celu? Polsat, TVP i TVN przez PAP powieliły taką właśnie „informację”. Dobrze blog, o tematyce jakiej? Dlatego zapytałem po co powielać, jeśli już można poszperać i napisać w takim razie coś od siebie lub dodać. Pozdrawiam, często tu zaglądam i wiele informacji jest okay

(Janusz / facebook.com/ lotniczepodkarpackie)

Skomentował tę treść na facebookowym profilu bloga, zapewne w znacznej mierze słusznie, Janusz. Ale wszystko jest kwestią perspektywy. Dodać coś od siebie? … Bardzo proszę: o ile do tej pory broniłam się przed określaniem Lotniczego podkarpackiego jako bloga bo to gatunek, który pozawala na subiektywizm, a ja cenię rzeczowe treści, o tyle w tym przypadku po raz kolejny przeszło mi przez myśl, że ja przecież nic nie muszę i w sumie to nie wiem po co zamieszczam takie ryzykowne posty na fanpage’u. Może to i mój błąd…. Ale z tego samego powodu nikogo nie zmuszam do lektury tych „powierzchownych” treści.    

Cieszę się, że zaglądają tutaj nie tylko laicy lotnictwa, ale także adpeci i specjaliści jednak nie czuję się zobligowana, aby wytykać branżowe nieścisłości. Na komentarz odpisałam mając na uwadze zrozumienie dla obu stron.

To co Państwo – piloci, specjaliści branż (ogółem) uważacie za ważne, laik, dziennikarz może postrzegać jako niuans. To chyba już odwieczny spór pomiędzy mediami a ekspertami. W czasach gdy cenna jest „gorąca” informacja […] specjalista proszony o nią nie robi tego „od ręki”. I błędne koło się zamyka… To będzie postępować tym bardziej im bardziej będą liczyć się media internetowe – czyli zdjęcia, video, liczba znaków i szybkość publikacji. Paradoksalnie […] ta informacja obiegła już chyba cały Internet, a dziś jest już jedynie „odgrzewaniem kotleta”. Społeczeństwo zostało „nakarmione” tym, że jakiś samolot spadł i wszyscy żyją, ale lotnisko chwilę było z tego powodu nieczynne. To tyle co interesuje ogół. To jest bardzo przykre… Osobiście rozumiem obie strony – i ludzi mediów i specjalistów. Ale dla ogółu odbiorców to też nie ma znaczenia….   

(Admin/ facebook.com/ lotniczepodkarpackie)

Life is brutal… Niestety. Nie twierdzę, że w swojej informacji nie mogłabym wprowadzić np. nazwy modelu tego samolotu. Tylko po co? Dla ogółu Vans RV 10 to mało istotna abstrakcja. Nie rozumiem dlaczego określenie „mały samolot pasażerski” lub awionetka w tej sytuacji jest tak bardzo niewłaściwe? Czy to merytoryczny błąd?  Czyżby nie mieściła się w słownikowych definicjach? 

"Słownik języka polskiego PWN": awionetka  [fr. avionnette], rzadko używana nazwa lekkich samolotów sport., turyst. lub dyspozycyjnych, zabierających 1–4 osób (silnik przeważnie o małej mocy).

"Wikipedia. Wolna encylopedia": Awionetka – potoczne [...] uznane za niefachowe, określenie małego samolotu turystycznego, sportowego lub dyspozycyjnego[1], stosowane obecnie na ogół przez ludzi niezwiązanych z lotnictwem, spotykane zwłaszcza w mediach. Przed II wojną światową było używane bardziej oficjalnie i powszechnie[2], obecnie jest już rzadsze[1]. Termin awionetka nie ma dokładnie sprecyzowanego zakresu [...] Nazwa jest spolszczeniem francuskiego słowa avionnette[1] (samolocik, od avion – samolot). Samoloty nazywane awionetkami są wykorzystywane w ramach lotnictwa ogólnego (ang.: general aviation).

Dla osoby piszącej do ogółu, który jest większością te definicje i selekcja informacji to podstawa. Na etapie informowania o zdarzeniu zobrazowanie tematu jest najważniejsze. Często dzieje się to na podstawie skąpych wiadomości serwowanych od „znawców” branży. Ale co poradzić – każda dziedzina rządzi się swoimi prawami. 

„Mały samolot pasażerski”?? Takie banialuki przekraczają granice śmieszności, a wystarczy sprawdzić inne źródła, nie pseudodziennikarzy z Posatu którzy wszystko nazywają awionetką, chyba żeby wydać się bardziej inteligentnymi. Mały samolot pasażerski. Dobre.

(Jerzy/ facebook.com/lotniczepodkarpackie)

Jeśli nie „dobre” to na pewno wystarczająco obrazowe. Co ciekawe w języku polskim wśród wyrazów bliskoznacznych do słowa ‚samolot’, obok ponad 20 określeń, figuruje słowo ‚awionetka’. Zwykłym ludziom (a nie „mniej inteligentnym”) wiedzę specjalistyczną trzeba wykładać w najprostszy sposób. Tylko tak zainteresują ich rzeczy, które obligatoryjnie uważają za trudne i nieciekawe. Niestety często to wielka sztuka nawet dla profesjonalistów skoncentrowanych na swojej hermetycznej dziedzinie.   

Jeśli ktoś z adresatów np. tego polsatowskiego newsa będzie chciał dowiedzieć nazwy tego samolotu bezsprzecznie powinien znaleźć ją na branżowym portalu lotniczym, ale na ogólnym kanale taka nazwa nie jest konieczna. Co więcej, wprowadzenie jej do takiego newsa może zniechęcić do dalszego czytania, gdyż zwykłemu użytkownikowi Internetu ta lotnicza nomenklatura nic nie mówi i nie zada sobie trudu, aby sobie to wyjaśnić. Prędzej zrezygnuje z kontynuowania lektury, a to porażka dla każdej strony.     

 

Awaryjne lądowanie na autostradzie pokazało kunszt pilotów 

 

Trudno zaprzeczyć, że cele twórców informacji nie pokrywają się z celami osób z branżowy. Czyżby zatem była to sytuacja patowa? Zdaję sobie sprawę, że ludziom ze specjalistyczną wiedzą trudno przyjąć do wiadomości ten mechanizm i zrozumieć go. Oto inny, opozycyjny, lokalny życiowy przykład.  

Awaryjne lądowanie na autostradzie pokazało kunszt pilotów. Może właśnie tak powinny brzmieć nagłówki prasowe tego zdarzenia?

W dniu innego lotniczego incydentu – awaryjnego lądowania samolotu szkoleniowego na autostradzie w Trzebownisku rozmawiałam o tym ze studentem lotnictwa. Chłopak na pytanie o to co się stało podekscytowany zaczął mi podawać jakieś cyferki, literki, parametry…. Byłam pod wrażeniem jego wiedzy, z której nie rozumiałam ani słowa. Zatem sytuacja odwrotna: gdyby takie wyjaśnienie pojawiło się w mediach ogólnych prawdopodobnie nikt oprócz specjalistów nawet nie spojrzałby na to, a co dopiero kliknął w tę treść. Poprosiłam, aby wyjaśnił mi to jakoś bardziej przystępnie. Potraktował tę prośbę aż nazbyt dosłownie. Na kartce papieru rozrysował ów feralny lot i w prostych słowach wyjaśnił mi to lotnicze zdarzenie oraz wyjątkowość lądowania. Bo o tym, że to ostatnie może być akurat ważne przyszło mi do głowy dopiero z powodu komentarzy ludzi z branży. 

Pilot zachował się jak należy. Wybrał najlepszą opcję. Gratulacje! Wszystko miał pod kontrolą. Trafił również na kierowców, którzy zorientowali się w porę co jest grane. Daliście radę! 👏

(Zdzisław/ facebook.com/ lotniczepodkarpackie)

O podziwie nad kunsztem pilotów w tej sytuacji media nie rozpisywały się. Ale może za słabo szukałam…. Środki masowego przekazu rozpoczęły natomiast natarcie na uzyskanie „na już” opinii potencjalnych ekspertów. Ci byli jednak bardzo oszczędni lub całkowicie zamilkli „do wyjaśnienia sprawy”. I kto w tej sytuacji miał rację? Teraz, jako osoba prowadząca Lotnicze podkarpackie, wydaje mi się, że obie strony….   

Opowiadając się po stronie ekspertów, zastanówcie się, czy jako odbiorcy treści o wypadkach lotniczych chcielibyście otrzymać kompleksową i do bólu rzetelną informację przykładowo tydzień lub dwa po fakcie? Procedury badania sprawy zazwyczaj trwają. Nawet jeśli to tylko kilka dni, dla dziennikarza, redaktora, a co za tym idzie odbiorców ich treści, w dobie dzisiejszego przepływu informacji to cała wieczność. Temat dezaktualizuje się. 

 

 

      źródło: facebook.com / Cała Polska czyta dziennikarzom

Tu nie ma „złotego środka”. Wybór też jest niewielki. Na szybko możecie mieć coś albo nic. Takie czasy. Można to „coś” czytać albo nie. Można poprawiać, albo nie. Czasem nawet wypada i trzeba coś wytknąć. Kulturalny „czarny” humor to też jakiś patent. O dystansie i zrozumieniu nie wspomnę.   

 

Incydenty lotnicze. Po co o nich czytamy?

 

Zakładając bloga chciałam promować oraz popularyzować region lotniczy.Może to wiąże się także z przekazywaniem informacji o zdarzeniach… Jednak dziś chciałabym właśnie WAS zapytać o to czy chcecie czytać na fanpage’u bloga informacje o  tutejszych zdarzeniach lotniczych? 

Zdecydujcie czy i po co chcecie takie treści oglądać. 

Paradoksalnie, widzę spore zainteresowanie lekturą takich postów. Czemu? To akurat też mnie zastanawia – po co czytacie owe „gorące” i nieraz bardzo przykre w skutkach lotnicze newsy? Czy tylko po to, aby je hejtować? … 

 

 

4 Responses to “ Fakt pozostaje faktem, ale… Dylematy blogerki ”

  1. Witam, nie ukrywam że długo czekałem na taki post, ponieważ w teraźniejszości przez łatwy przekaz treści drogą internetową ciężko doszukać się rzetelnej napisanej informacji, z tego względu, bardzo proszę o więcej informacji na temat incydentów lotniczych w naszej okolicy. Pozdrawiam Mateusz

    • Dzięki za opinię. Na tyle na ile będę je otrzymywać postaram się COŚ linkować. Chociaż oczywiste, że byłoby najlepiej dla wszystkich gdyby wypadki nie zdarzały się ani w podkarpackim ani gdziekolwiek indziej 🙂

  2. o incydentach lotniczych czasami pisze portal ZBiAM zobacz tutaj >>
    http://zbiam.pl/?s=incydenty

Dodaj komentarz