Lotnictwo na warsztat… Lotnicze podkarpackie okiem autorki bloga

Właśnie minął rok odkąd założyłam LOTNICZE PODKARPACKIE. Od tego czasu, jako laik lotnictwa zaczęłam wnikliwiej przyglądać się naszemu lotniczemu regionowi.

To było na krótko przed II Podkarpackimi Pokazami Lotniczymi w Jasionce w czerwcu 2016 roku. Zaczęło się od strony społecznościowej na Facebook.com. Później był blog (lotniczepodkarpackie.pl). Od kilkudziesięciu dni LOTNICZE PODKARPACKIE ma swój profil także w serwisie Instagram.com, a od kilkunastu – na Google+.

 

Fot. Joanna Prasoł / lotniczepodkarpackie.pl

 

Dziś nadal uważam się za laika lotnictwa i to chcę podkreślić. Tak samo jak to, że w obiegowej opinii lotnictwo uwielbiają wszyscy. Wydawało mi się, że w regionie, który szczyci się ponad 100-letnią tradycją lotniczą wszechobecność awiacji to zjawisko naturalne. Stąd zakładając bloga przyjęłam, że będzie on narzędziem promocji i popularyzacji regionalnego lotnictwa wśród ogółu społeczeństwa. Kiedyś, jakby na przekór, usłyszałam, że lotnictwo w naszym regionie nie potrzebuje promocji, bo jest wszędzie. Zaczęłam się za nim rozglądać, nieraz szukać, a nawet wypatrywać. Czasy się zmieniają, a wizerunek regionalnego lotnictwa w lotniczym województwie? Czy to lotnictwo firmujące region faktycznie nie potrzebuje promocji? Zanim do meritum, proponuję mały quiz. Spróbujcie dokończyć poniższe zdanie podając minimum 3 rozbudowane odpowiedzi.


Mam świadomość tego, że mieszkam/przebywam w lotniczym województwie ponieważ ….


Sama także zrobiłam niewielki, wirtualny eksperyment. ‘Region lotniczy’, ‘lotnicze województwo’ – te sformułowania w odniesieniu do podkarpackiego słyszy się tutaj non stop, ale przyznam, że tak konkretnie to nie wiedziałam co one oznaczają. W wyszukiwarkę internetową wpisałam obydwa zestawienia. Wyniki odnosiły się głównie do obecności portów lotniczych, transportu, infrastruktury. W dalszej kolejności do muzeów i imprez lotniczych. Jednak tym razem na lotnicze podkarpackie popatrzymy z nieco szerszej perspektywy.

 

 

Pasja i przemysł. Lotnictwo wczoraj a dziś

 

Lotnictwo jest tutaj niemal od wieku. Użytecznego rozpędu nabrało wraz utworzeniem COP-u. Dlatego teraz możemy korzystać zarówno z naszego dziedzictwa lotniczego jak i perspektyw z niego wynikających. Obecnie to dobre narzędzie, aby popularyzować region i tę dziedzinę. Wiele jednak zależy od tego co, czy i w jaki sposób weźmiemy na warsztat. Niestety, chociaż w regionie lotnictwo jest i dzieje się to zwykły człowiek co najwyżej może się na nie natknąć niż z nim zapoznać.

Prawie dwie dekady temu w Mielcu na łamach lokalnej prasy toczyła się dyskusja, która miała  uświadomić tamtejszej społeczności jak ważnym elementem w rozwoju tego miasta jest lotnictwo i że ten fakt należy eksponować i eksploatować. Owocem tej debaty dziś są mieleckie samoloty-pomniki. Jednak boom te „przelotne” atrakcje minął. W sumie to i dobrze, bo chociaż radomyski rynek z samolotem ma sens i wygląda nieźle to jednak w większości przypadków owe lotnicze pozostałości dawnych czasów pozostawione same sobie przed restauracjami czy stacjami paliw, raczej straszą niż firmują sobą lotnicze województwo. O te „podkarpackie” pomniki  niejednokrotnie pytałam internautów. Otrzymałam trochę zdjęć – niektóre z ciekawą historią, inne po prostu wyszukałam i, uwierzcie, nasze lotnicze podkarpackie nie zawsze jest piękne.

 

 

Pomysł pomysłowi nierówny

 

Od ponad roku słucham i rozmawiam z różnymi ludźmi, w różnym wieku, których łączy zamiłowanie do lotnictwa w różnych formach. Niektórzy mają pomysły popularyzowania regionalnej awiacji. Są ciekawe, dziwne, niezwykłe, dobrze rokujące, „odgrzewane” (co wcale nie oznacza, że złe) i pozbawione sensu. Tylko co to jest ów dobry, skuteczny pomysł jeśli mowa o promocji tej dziedziny w czasach gdy większość z nas najbardziej interesuje tylko to, co zawiera się w Internecie, a samo wyjście gdziekolwiek jest koniecznością?

Lotnictwem nie jest łatwo zaciekawić ludzi ponieważ ogół społeczeństwa opiera się na dość powierzchownych skojarzeniach i ma ugruntowane przekonania w stylu: ‘lotnictwo jest piękne, ale mnie to nie interesuje bo to za  trudne tematy’; albo: ‘mnie to nie interesuje bo ja się na tym nie znam’. Hmm … Ja też.  Czasem jednak można tego dokonać sposobem. Pamiętacie mój plakat z podpisami pilotów, z którego dochód przekazałam na WOŚP? Do dziś sama nie mogę pojąć jak to możliwe, że ta akcja zatoczyła tak szerokie kręgi. Zanim założyłam LOTNICZE PODKARPACKIE niejednokrotnie słyszałam sugestie, że w Internecie jest pełno lotnictwa. To się zgadza, ale to strony lotnicze dla osób z branży. Ja chcę zainteresować naszym lotnictwem ogół społeczeństwa (choć nie raz słyszałam od specjalistów od content marketingu, że jeśli coś jest ‘do wszystkiego’ to znaczy, że jest… Sami wiecie 😉 ). Paradoksalnie fachowa wiedza nie jest mi tu niezbędna.

 

Dostrzegam lotnictwo hermetycznie zamknięte

 

Rok temu skoncentrowałam swoją uwagę na lotnictwie w regionie. Dostrzegam je rozproszone po całym regionie – każdy robi coś we własnym „ogródku”. W konsekwencji jest ono hermetycznie „zamknięte” w firmach, fabrykach, szkołach lotniczych, aeroklubach i innych jednostkach z tej branży. A także w ludziach. Wyraźnie widać ogromną przepaść pomiędzy młodymi adeptami sztuki latania a starszym pokoleniem lotników. To uogólnienia, ale mam wrażenie, że w wielu przypadkach Ci ostatni nie potrafią pogodzić się z przeszłością gdy latanie było tanie, nielimitowane i elitarne. Skutek tego jest taki, że o ile młodzi widzą szanse i możliwości na popularyzację choćby historii regionalnego lotnictwa w dzisiejszych czasach, o tyle starsi – osoby z dużą wiedzą piastują ją jedynie wśród swoich równolatków. Szkoda, bo dziś, żeby ogół zainteresować lotnictwem trzeba także umieć o nim opowiadać: ciekawie, merytorycznie, ale w sposób neutralny. Tu lotnictwo jest jeszcze bardzo przesiąknięte epoką, w której miało się dobrze jako dobrze prosperująca gałąź przemysłu i prestiżowe, novum, które potem podupadło, zmieniło się wraz ze zmianami polityczno-gospodarczymi. Dla wielu owa transformacja nie jest do zaakceptowania. Kieślowski mawiał, że „nieważny jest cel, ważne żeby iść” i właśnie to odzwierciedla  się m.in. w „wiekowych” aeroklubach. Dziś ich usługi nie są konkurencyjne dla ludzi marzących o lataniu. Niemniej jednak na mapie podkarpackiego też są takie, które szukają patentu na funkcjonowanie w dzisiejszej rzeczywistości.

 

źródło: youtube.com/Lotnicze podkarpackie

Jakiś czas temu pomyślałam, że skoro w mediach społecznościowych dużą popularnością cieszą się obrazki z przeszłości to może warto fakt ten wykorzystać do zaprezentowania regionalnego lotnictwa. Wiele słyszałam o tzw. salach tradycji lotniczych usytuowanych najczęściej przy różnych ośrodkach lotniczych. Jak dotąd odwiedziłam salkę  w budynku Ośrodka Kształcenia Lotniczego Politechniki Rzeszowskiej, w której zmagazynowano lotnicze kolekcje pil. Romana Przepióry oraz widziałam zasoby pamiątek w krośnieńskim Klubie Seniorów Lotnictwa. Oglądając je na żywo zdałam sobie sprawę, że wiedza o lotniczym regionie magazynowana w formie wycinków z gazet wklejonych w klasery, unikatowych, nieraz bardzo starych fotografii szczelnie przytwierdzonych w archaicznych antyramach, mistrzowskich pucharów i odznaczeń schowanych w muzealnych gablotach,  nie digitalizowana i nie eksploatowana w adekwatny do współczesności sposób jest bezwartościowa. Podziwiam tych, którzy przez lata dokumentowali lotniczą działalność, finezyjnie i skrupulatnie przygotowując choćby kroniki różnych ośrodków awiacji to jednak teraz nie zaglądają do nich młodzi ludzie. Bo i po co? Skoro nikt i niczym ich do tego specjalnie nie zachęca.  Za chwilę nikt już nie będzie wiedział, że kiedyś na lotnisku w Jasionce chciano stworzyć bazar i giełdę samochodową, o tym kim był Witold Świadek, Wacław Nycz czy Ryszard Nowak. Albo też o tym, że w regionie mamy człowieka, który kilkudziesięcioletnim „Antkiem” obleciał świat dokoła. W lecie bieżącego roku minie od tego przedsięwzięcia dwadzieścia lat. A Polacy przecież uwielbiają rocznice i jubileusze… Powszechne są obchody istnienia wszelkiej maści stowarzyszeń lotniczych. Czasem dla zwykłego obywatela wynika z tego jakiś okazjonalny piknik lotniczy lub Dzień Otwarty…

 

 

Żeby zrobić „wielkie łał!”

 

Pokazy lotnicze były i będą stosunkowo uniwersalnym sposobem na propagowanie lotnictwa. W 2015 roku zrobiliśmy pierwszy krok (albo powróciliśmy do tradycji) I Podkarpackimi Pokazami Lotniczymi w Mielcu. Byłam, widziałam. Takie lotnictwo interesuje wszystkich. Czemu? Ponieważ ich zasadą jest zlot „gwiazd” lotnictwa z całego kraju lub zagranicy i każdy może przyjemnie spędzić czas w plenerze, z widokiem na samoloty, karuzelę, złocisty trunek i rumiane potrawy z grilla. Jest w tym trochę ironii, ale dziś trudno inaczej „sprzedać” imprezę plenerową. Piloci raczej traktują je jako rozrywkę, zlecenie, okazję do chwili popularności. Niestety jeśli organizacja głównie tych mniejszych pikników lotniczych zależy od wójta gminy, burmistrza miasta, prezesa aeroklubu, dyrektora firmy sponsorskiej albo kogoś, kto na szybko wpadł na pomysł, żeby zrobić „wielkie łał!” czasem się one udają. I czasem to widać. Dawniej organizowano je tu niejako przy okazji np. zawodów lotniczych. Robiły to głównie aerokluby, a możliwość obejrzenia air show była nie lada atrakcją dla okolicznych mieszkańców. Lotnictwo i jego wizerunek tworzą przecież ludzie. Zatem czy pomyśleliście kiedyś, że może tam na górze w tej kabinie siedzi, ktoś kto dorastał w waszej miejscowości, a dziś lata np. w jednej z najbardziej rozpoznawalnych formacji lotniczych w kraju?  Ja pomyślałam…  I tu mamy się kim pochwalić.

W 2014 roku nagrałam radiową rozmowę z jakimś tam pilotem. Wyszukałam, że pochodzi z Rzeszowa, startował w jakichś prestiżowych zawodach lotniczych i akurat był w stolicy województwa. Uznałam, że to wystarczający powód. Wtedy jeszcze lotnictwo niezbyt mnie obchodziło. Potem zastanawiałam się co z tym nagraniem zrobić. Trochę od niechcenia zaczęłam drążyć temat. W aeroklubie usłyszałam, że “był tu kiedyś jakiś taki Łukasz, ale…” Ostatecznie powstał reportaż o człowieku, któremu „skrzydła urosły w Rzeszowie”. Potem ktoś mi powiedział: „Pilnuj tego tematu jak oka w głowie, bo za parę lat to zobaczysz kim on będzie”. Nie mylił się. Co dzisiaj widzicie wpisując w Google: Łukasz Czepiela ?

 

 

Lotnictwo właściwie oprawione

 

W województwie mamy lotnicze firmy, aerokluby, pomniki, samoloty, lotnicze murale, fundacje, stowarzyszenia, szkoły, uczelnię, pokazowe formacje lotnicze – samolotową i balonową, ludzi lotnictwa, od czasu do czasu lotnicze imprezy… Mamy nawet „miasto samolotów”. Oczywiście, że ludzie to doceniają. Przecież intensywnie lajkują np. informacje o tym, że w regionie powstanie kolejna fabryka lotnicza, która zapewni pracę. Robią to głównie ci, którzy jej poszukują, będą poszukiwać lub ich rodziny. Albo lajkują, bo czemu mieliby tego nie robić jeśli tytuł postu brzmi optymistycznie, zdjęcie jest ładne i lotnictwo tak w ogóle też jest przecież ciekawe. Nie liczyłabym jednak na rozbudowane odpowiedzi np. na pytanie o to co to jest Dolina Lotnicza? Tak, jesteśmy powierzchownymi odbiorcami, ale nasze lotnictwo nadal jest atrakcyjne i „kupić” go może każdy. Pod warunkiem, że ów towar będzie miał właściwą oprawę. Dla mediów niebranżowych, tradycyjnych wciąż jest niszą. Świetnie sprzedają się śmiercionośne albo sensacyjne wiadomości z lotniczego świata. Pamiętacie przykładowo jakie poruszenie wywołały wrzucone do sieci zdjęcia dwóch śmigłowców przewożonych polską drogą w czasie gdy MON prowadził postępowanie w sprawie zakupu nowych śmigłowców dla wojska? Maszyny szczelnie przykryte plandekami podobno przypominały Caracale. Ostatecznie okazało się był to transport cywilnych H225. Tak oto ogół społeczeństwa dowiedział się o lotniczej firmie z Podkarpacia serwisującej helikoptery, która stała za tym „sensacyjnym” transportem. Z drugiej strony ogromnym błędem jest traktowanie mediów jako zło. Większość z Was to własnie z nich (z co bardzo dziękuję) dowiedziała się o marcowym spotkaniu z fotografem Zespołu Akrobacyjnego Orlik, które organizowałam.

Mój blog to nadal taki wirtualny eksperyment, impuls, który ma inspirować, weryfikować zainteresowanie oraz popularyzować tutejsze lotnictwo wśród internautów z regionu, kraju i zagranicy. Udaje się to także dzięki profilowi bloga na Instagram.com. Obecnie  zdecydowanie wolimy oglądać obrazki niż czytać. Postanowiłam to wykorzystać. Jak dotąd największe zainteresowanie wywołały zdjęcia z mieleckiego festiwalu nauki i techniki, na których był widoczny m.in. model podkarpackiego bombowca PZL.37 Łoś. To nie pierwszy objaw popularności tego samolotu na LOTNICZE PODKARPACKIE.

 

 

Teraz zagadka

 

Po co ludzie zainteresowani lotnictwem przybywają do Krakowa? Łatwo zgadnąć. Kraków to Muzeum Lotnictwa Polskiego albo Małopolski Piknik Lotniczy. W województwie ukierunkowanym na lotnictwo brak jednak miejsca, w którym kumulowałaby się cała wiedza o tym lotniczym regionie, gdzie można by poznawać i odkrywać meandry awiacji przekazywane w formie atrakcyjnej dla współczesnego odbiorcy. W dobie popularności centrów wiedzy pomysłów i sposobów popularyzowania naszego lotnictwa jest mnóstwo od choćby kina lotniczego z seansem o podkarpackich pilotach po interaktywną rekonstrukcję jednego z podkarpackich samolotów. Tutaj naprawdę lotnictwo jest, dzieje się i mamy co pokazać. Jednak potrzebuje przetworzenia, czasem wyszukania i zaadoptowania do obecnych czasów. Mamy niebagatelne fundamenty lotnicze, ale postrzegając regionalne lotnictwo jedynie w kategoriach z przeszłości marnujemy to zamiast rozwijać. Dzisiejsze lotnictwo to nie tylko rekordowe loty. To również bezzałogowe wynalazki. Zapewne znajdą się tacy, którzy będą narzekać, że te urządzenia zastąpiły gołębie pocztowe, ale przecież steruje nimi człowiek, którego zainspirował się lotnictwem np. z powodu gry komputerowej. Taki znak czasu… Nowoczesne lotnictwo. Możemy je  przyjąć, zaakceptować i eksploatować albo nie…

 

 

Podsumowanie. Aby KAŻDY widział to lotnictwo…

 

Liczę, że wymowa tej urodzinowej treści będzie, mimo dozy subiektywizmu, przede wszystkim konstruktywna. Teraz niech każdy z Was, kto przeczytał ten tekst zapyta swoich znajomych, najlepiej spoza regionu i lotniczej branży, z czym kojarzy im się podkarpackie? Zaraz po Bieszczadach najpewniej usłyszycie, że z lotnictwem. A potem zapytajcie dlaczego? … W ilu przypadkach odpowiedź na to pytanie była dla Was satysfakcjonująca?

Osobiście chciałabym, aby kiedyś w przyszłości KAŻDY widział tutaj ciekawe lotnictwo, był świadomy, że przebywa w lotniczym regionie i wiedział dlaczego czy to spacerując po lotniczym Rzeszowie, Mielcu czy Krośnie…

Na tym koniec moich tegorocznych spostrzeżeń o naszym lotniczym podkarpackim. Następne takie wynurzenia dopiero za rok 😉

 

 

One Response to “ Lotnictwo na warsztat… Lotnicze podkarpackie okiem autorki bloga ”

  1. Z tytulem 25, bez tytulu 24 „lotnictwa” 🙂

Dodaj komentarz