Lotnicze dzieje podkarpackiego Mielca w muralu zawarte

przez | 20 sierpnia, 2016

To dopiero samoloty! Jak malowane! Na tym muralu jest cała plejada produktów mieleckiego lotnictwa, tych aktualnych i historycznych. Pracom nad nim przyglądał się emerytowany pilot WSK PZL Mielec.

Fot. Tadeusz Franaszczuk

Fot. Tadeusz Franaszczuk

Początkiem czerwca 2016 roku Tadeusz napisał post na Facebooku, że na ścianie garaży na Osiedlu Szafera w Mielcu powstaje mural o lotniczej historii Mielca i dołączył dość enigmatyczne zdjęcie. Odtąd niemal każdy chciał wiedzieć kto i co to dokładnie maluje.

 

DZIENNIK PILOTA.

CZ. I

 

Tadeusz Franaszczuk – emerytowany pilot doświadczalny WSK PZL Mielec przyglądał się procesowi powstania tego lotniczego murala. Niemal codziennie przybywał pod garaże i dokumentował postępy projektu. Robił zdjęcia poszczególnych elementów i zamieszczał w sieci, a mielczanie z sentymentem odnoszący się do lotniczej historii Mielca, chwalili. Pisali:  „świetny pomysł”,  „brawo dla autorów!” A to były przecież dopiero zarysy: Irydy, Black Hawka, Dromadera i innych mieleckich samolotów tak mocno wpisanych w historię tego miasta. Pod zamieszczonymi zdjęciami ktoś też skomentował: „Wierzę, że nikomu nie przyjdzie do głowy niszczenie…”

W poniedziałek Tadeuszowi wydawało się, że lotniczy mural jest jakby coraz bliżej finału. We wtorek zauważył, że Iskry przelatujące nad herbem miasta i kolorowy już śmigłowiec Black Hawk nabiera. W środę jednak  napisał:

Black Hawk jeszcze nie do końca gotów, a już desant na Anakondę 16 się szykuje. Dromader się zażółcił.

(Tadeusz Franaszczuk)

Pod samolotami ukazały się zabudowania miasta. Ludzie coraz bardziej chcieli wiedzieć kto za tym stoi. Bo coś słyszeli, coś czytali o jakimś konkursie na lotniczy mural, w jakimś lokalnym portalu, ale na tym ich skojarzenia na ogół kończyły się. Mieszkańcy mieleckiego Osiedla Szafera, gdzie powstał lotniczy mural niemal każdego dnia korzystają z tamtejszego deptaku. Idą nim do pracy, w stronę sąsiednich osiedli lub pobliskich ogródków działkowych. W tym gronie był także ów pilot-obserwator.

– Od czasu do czasu jeżdżę tamtędy rowerem. Zobaczyłem jak malują ten mur. Skojarzyłem informację na lokalnym portalu, gdzie były zamieszczone dwa projekty. Mielczanie mieli zagłosować, który z nich zostanie namalowany na ścianach garaży na Osiedlu Szafera.

(Tadeusz Franaszczuk)

W środowe przedpołudnie pojawiły się kolejne informacje od pilota:

Na ścianie obok Łosia powstaje widok mieleckiego rynku i jego najbliższych okolic […] to późne lata trzydzieste, a więc czas powstawania COP-u, w tym PZL WP-2 . Ten rysunek pokazuje jakim miasteczkiem był w tym czasie Mielec.

(Tadeusz Franaszczuk)

Jeszcze początkiem XX wieku to miasto było niewielką miejscowością z kilkoma tysiącami mieszkańców. Teraz gminę zamieszkuje blisko 80 tysięcy. To właśnie uruchomienie produkcji lotniczej na terenach przylegających do Mielca spowodowało jego dynamiczny rozwój. W czasach świetności zakład lotniczy zatrudniał ponad 20 tysięcy pracowników i produkował prawie dwa samoloty dziennie.

 

INSPIRUJĄCA PRACA DYPLOMOWA

 

Na pomysł stworzenia takie malowidła wpadł Grzegorz Ziomek z mieleckiego stowarzyszenia „Odrodzony Mielec”. Ten mielczanin również widział ciągnące się wzdłuż deptaku  ponure ściany garażowe. Zaproponował mieszkańcom miasta, aby je pomalować.

– Inspiracją do pojawienia się takich „obrazków” w mojej głowie była praca magisterska. Jeden z rozdziałów dotyczył wpływu Polskich Zakładów Lotniczych – Mielec na rozwój miasta. Wielu nawet nie zdaje sobie sprawy jak duży napływ ludzi spowodowało stworzenie tych zakładów.

(Grzegorz Ziomek, Stowarzyszenie „Odrodzony Mielec” )

Przedstawiciele stowarzyszenia zebrali pomysły. Na facebookowym profilu stowarzyszenia mielczanie mogli wybrać jeden z dwóch projektów muralu. Potem pomysłodawcy znaleźli sponsorów i stworzyli  pionierską inicjatywę symbolicznie  prezentującą lotniczą historię miasta w formie ściennego malowidła.

 

WSPOMINAJĄC TAMTEN MIELEC

 

Począwszy od lat 80-tych XX wieku Tadeusz pracował jako pilot doświadczalny w ówczesnych Polskich Zakładach Lotniczych w Mielcu.

– To był taki czas gdy, z powodu różnych zawirowań (m.in. politycznych), firma przechodziła, mniej lub bardziej udane okresy. W pewnym momencie zaczęła chylić się ku upadkowi.

(Tadeusz Franaszczuk)

Emerytowany pilot przybył do Mielca z Wybrzeża „za chlebem”. Swoją drogę do lotnictwa zaczynał od spadochroniarstwa. W Mielcu był najpierw instruktorem spadochronowym, potem zaczął pracować w tamtejszych zakładach lotniczych. Latać m.in. An-2, M-21, M-20 Mewa, M-18 Dromader, An-28 Bryza, M-28 Skytruck. Zapewne dlatego ze wzruszeniem i wprawnym okiem pilota spoglądał na ten mielecki mural, na którym widział: PZL-37 Łoś, potem An-2 i An-28. Dalej był Lim, w części centralnej: siedem samolotów TS-11 Iskra, M-26 Iskierka, I-22 Iryda, Black Hawk, M-18 Dromader. Na końcu – ponownie M-26 Iskierka. Dalej spoglądał na niewielki An-2 kontynuując swoje spostrzeżenia:

– Przecież An-2 w Mielcu „żył” kilkadziesiąt lat. Pierwszy licencyjny egzemplarz został zbudowany początkiem lat 60-tych. Łącznie  wyprodukowano ich tu około 12 tysięcy… Iskierka za to, to chyba trochę za bardzo wyolbrzymiona w porównaniu do zasług.

(Tadeusz Franaszczuk)

Wszystkie te samoloty dla tego pilota coś znaczą. Patrząc na mural i wspominał:

– To było już tak dawno temu… Wojsko ogłosiło konkurs na samolot szkoleniowy. WSK Okęcie produkowało PZL-130 Orlik, a w Mielcu, licencyjny Pipper Seneca jako M-20 Mewa. Oba powstawały niemalże równolegle. Oba posiadały silniki tłokowe o zbyt małej mocy. W Orliku zmieniono napęd na znacznie mocniejszy  silnik turbinowy, który w dużym stopniu poprawił jego osiągi. A M-26 Iskierka to taka hybryda: ogon , ogonowa część kadłuba , skrzydła i podwozie zostały wzięte z M-20 Mewa. Nowa była część kadłuba z kabiną załogi i mocowanie silnika. Prototyp Iskierki miał silnik taki sam jak ten, który sprawdzał się w początkowych wersjach samolotu M-20 Mewa. Jednak dla planowanego, nowego produktu, dla wojska, z uwagi na przeznaczenie był chyba zbyt anemiczny. Dodano więc mocniejszy o 100 KM, z którym została certyfikowana i wyprodukowana w niewielkiej serii, ale ostatecznie wojskowy konkurs wygrał warszawski Orlik.

(Tadeusz Franaszczuk)
mural lotniczy

Fot. arch. „Odrodzony Mielec”

DZIENNIK PILOTA.

CZ. II

 

Nieco później w pewien czwartek pilot zdał kolejny raport z prac nad muralem. W mediach społecznościowych napisał:

Samolotom namalowane zostały ich nazwy. An-2, póki co, daje sobie radę bez statecznika pionowego.

(Tadeusz Franaszczuk)

Dzień przed inauguracją mistrzostw referował:

Dzień otwarcia EURO 2016, może przez to nieco mniejsze tempo prac […] W kabinach przybyło załogantów. W różnych sponsorowanych malowidłach, umieszczonych w miejscach ogólnie dostępnych [ …] , uwiecznia się podobizny lokalnych notabli, sponsorów […] Tu załogant Lim-a coś do Maestra [przyp. red. – Wojciech Rokosz, malarz] podobny, a Bryzą pilot automatyczny powozi.

(Tadeusz Franaszczuk)

Wówczas ta lotnicza ściana składała się z trzech elementów: centralnej – z głównymi statkami powietrznymi produkowanymi w mieleckich zakładach lotniczych na przestrzeni ostatnich 80 lat i dwóch zewnętrznych – widać na nich Mielec z lotu ptaka. Namalowane zostało już także m.in. Osiedle Lotników. Mieszkańcy miasta w komentarzach wyrażali swoje zadowolenie i popracie dla projektu. Nie pominięto w nim nawet domu mieleckich modelarzy, a ściany boczne uzupełniały dane i fakty o zmianach jakie dokonały się w tym podkarpackim mieście od chwili uruchomienia tu produkcji lotniczej.  Finalny produkt pilot zobaczył końcem czerwca, we wtorek więc podsumował:

Wtorek, przed południem. Mural był skończony chyba już w sobotę. Doszły opisy widoków Mielca. Maestro podpisał się i dzisiaj zabrał się do nowego wyzwania.

(Tadeusz Franaszczuk)

Ten mural to jedyna taka historia lotniczego, podkarpackiego miasta. W zamierzeniu inicjatorów lotniczy mural najmłodszym ma przybliżyć tę historię, a dla starszego pokolenia – być pretekstem do wspomnień, dla każdego – motywem, który o lotniczej dziejach tego podkarpackiego miasta nie pozwoli zapomnieć.

Więcej o tym i innych muralach lotniczych możecie przeczytać na portalu aviation24.pl w moim tekście pt. „DROMADER SIĘ ZAŻÓŁCIŁ …” LOTNICZE MALOWANIA Z HISTORIĄ W TLE.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *