O „królu Antonovów”, który świat dookoła obleciał

Na  prawie 12 tysięcy tych samolotów wyprodukowanych w Polsce tylko jeden wykonał przelot dookoła świata. To mielecki An-2 SP-DLA. W lipcu 1997 roku ten 19-letni samolot wystartował w podróż wokół globu. Maszyna spędziła w powietrzu ponad 188 godzin i pokonała prawie 36 tysięcy kilometrów nad ponad 20 krajami.

Fot. arch. Waldemara Miszkurki

 

Jeden jedyny

 

W dniu startu An-2 o numerze seryjnym 1G 178-08 i rejestracji SP-DLA należał do producenta – Polskich Zakładów Lotniczych w Mielcu. Był samolotem fabrycznym, tzw. liderem, ale latano nim już tylko sporadycznie. Miał już 19 lat i był po pierwszym remoncie. Egzemplarz 1G 178-08 był wzorcowym. Można było go udoskonalać i wprowadzać zmiany. To jedyny An-2, w którym zrobiono specjalną instalację do dalekich przelotów i głównie dlatego ten samolot mógł wykonać tak długi, międzykontynentalny lot ( prawdopodobnie zamontowano ją na tę okoliczność). Jednak historia maszyny od momentu produkcji do 1997 roku jest znana tylko fragmentarycznie.

Pierwszym właścicielem była wytwórnia POLAM. Samolot zarejestrowano pod nazwą SP-OLA. Niewykluczone, że te znaki nawiązywały do nazwy wymienionego nabywcy. Maszyna stacjonowała prawdopodobnie w podkieleckim Masłowie jednak dość szybko zmieniła właściciela. Zostało nim Przedsiębiorstwo Usług Lotniczych „Aeropol” (PUL). Od tego momentu stacjonował w Gdańsku na lotnisku Rębiechowo. Wtedy prawdopodobnie An-2 SP-OLA był przeznaczony m.in do udziału w historycznych wydarzeniach. W 1980 roku podczas strajków na Wybrzeżu, gdy Lech Wałęsa – lider ruchu Solidarność przewodniczył akcji strajkowej służby komunistycznej Polski wyrzucały z mieleckiego „Antka” ulotki nawołujące do zaprzestania protestów.

– Wówczas, w związku z tą akcją i znakami rejestracyjnych, krążyło powiedzonko: „Nie lubimy OL-i, bo OLA nas boli.” Potem WSK PZL Mielec odkupiły ten samolot. Został przerejestrowany na SP-DLA. Wtedy na literę „D” zaczynały się znaki rejestracyjne samolotów w mieleckich zakładach i pozostał na nich do dziś. Pamiętam jak w styczniu 1981 roku wspólnie z mechanikami odebraliśmy z PUL-u tego „Antka” i przebazowaliśmy z Rębiechowa do Mielca. Wielokrotnie nim latałem.

 

(Tadeusz Franaszczuk, były pilot doświadczalny WSK PZL Mielec)

 

Marzenie DLA Waldka

 

Waldek latał Antonovami już w latach 70-tych, gdy pracował w Dowództwie Wojsk Lotniczych w Poznaniu jako pilot transportowy. Pierwszy „Antek”, którego transportował komercyjnie pochodził z Ukrainy. Pilot miał go dostarczyć do Vancouver na zlecenie znajomego kanadyjczyka – pasjonata tych dwupłatowców.

– Moim marzeniem było aby do kanadyjskiego Vancouver sprowadzić polskiego An-2, żeby stamtąd ktoś chciał go kupić. Mieszkając tam trochę przypadkiem natrafiłem na organizację, która wysyłała Polaków do kraju m.in. z wizytą na politechnikę. Najpierw załapałem się na taki wyjazd do Rzeszowa. Zrobiłem rekonesans dzięki któremu wiedziałem, że w Mielcu było wtedy wyprodukowanych około 50 sztuk tych samolotów. Potem pojechałem do mieleckich zakładów. Przez miesiąc byłem tam takim ‘advisorem’ tego stowarzyszenia. To był trudny okres dla wytwórni. Wkraczał tam kryzys i nie wiedziano co zrobić z tymi samolotami.

(Waldemar Miszkurka)

Polskie An-2 dystrybuowano głównie do Rosji, na Kubę, do Chin i Korei. Chociaż dla Amerykanów ich cena nie była zaporowa to jednak dla nich te maszyny były niedostępne. Mimo tego wkrótce do Waldemara zgłosił się kolejny chętny z zamiarem nabycia polskiego An-2. 

– Dostarczając te samoloty z Polski do kanadyjskich klientów nagle zrozumiałem, że przeleciałem nimi pół świata. Zamarzyłem, żeby zamknąć to lotnicze kółeczko. Po swoich doświadczeniach wiedziałem, że lot dookoła świata tym samolotem jest wielce prawdopodobny. Powiedziałem o tym koledze z Mielca, który był inżynierem w zakładach. WSK udostępniła An-2 z mechanikiem w pakiecie i z drugim pilotem wyruszyliśmy w lot dookoła świata.  

(Waldemar Miszkurka)

22 lipca 1997 roku w godzinach dopołudniowych załoga An-2 w składzie: Waldemar Miszkurka – I pilot,  Andrzej Szymański – II pilot i Bogusław Gajek – mechanik, wystartowała z Mielca w legendarny lot dookoła świata. Pierwotnie planowano, że potrwa on 40 dni. W praktyce trwał 3 miesiące. Wyposażony w 1000-konny silnik i dodatkowy zbiornik z paliwem mielecki Antonov był jedynym, który okrążył kulę ziemską.

 – Mało tego, w historii polskiego lotnictwa – od zarania poprzez okres wojenny, do czasów współczesnych – żaden pilot i żadna polska załoga nigdy nie wykonała przelotu na polskim samolocie, ani na zagranicznym dookoła świata.  

(Wiesław Bąk / youtube.com/flyingTV)  

 

188 godzin, 36 000 kilometrów, 20 krajów

 

Maszyna przebywała w powietrzu ponad 188 godzin, pokonała prawie 36 000 kilometrów, przeleciała nad ponad 20 krajami. W tym czasie lądował na 31 lotniskach w 16 państwach (m.in. w Grecji, Turcji, Iranu, Indii, Tajlandii, Filipin, Korei Południowej, Japonii, Rosji, USA, Kanadzie, Grenlandii, Islandii i Norwegii). Nie obyło się bez przygód.Niebezpiecznie było m.in. podczas lotu nad Górami Skalistymi (USA). 

– Jesteśmy nad chmurami […] Jak ruszył tylko sterem – samolot w dół […] Tam było 4650 metrów. Kołami prawie jechaliśmy po chmurach. […] ja sobie myślę niech nam coś siądzie. Jakby silnik zaczął słabnąć z jakiegoś powodu albo chmury będą wyżej, złapiemy lód. Już nie utrzymamy tej wysokości i w chmurach będziemy szli po prostej coraz niżej […] No i jak się chmury skończyły, zaczęła się preria i piękna pogoda.

(Waldemar Miszkurka, youtube.com/flyingTV)  

W Iranie awarii uległ kolektor wydechowy. Nad ogarniętym wojną Afganistanem maszynie towarzyszył śmigłowiec bojowy. W Tajlandii konieczna była naprawa chłodnicy oleju. Podczas lotu nad Morzem Chińskim szalał tajfun.

–  Zbliżając się do Manili, lecieliśmy z prędkością około 280 kilometrów na godzinę […] służba kontroli lotów przypuszczała zapewne, że zbliża się jakiś Boeing i dała nam pierwszą kolejność lądowania. Dopiero później, gdy zorientowano się, co to za samolot odesłano nas do strefy oczekiwania.

(Waldemar Miszkurka;  „Skrzydlata Polska nr 12/1997 r.)

Najdłuższy odcinek lotu z Pietropawłowska Kamczackiego do maleńkiej wysepki St. Paul (USA) samolot pokonał w 11 godzin z czego prawie 5 leciał przy oblodzeniu.

19 października 1997 roku wylądował na lotnisku Rzeszów – Jasionka. Po 89 dniach lotniczego tourné mielecki “Antek” wrócił do kraju. Po dwóch dniach postoju ponownie wzbił się w powietrze, aby oficjalnie zakończyć wyprawę dookoła świata na lotnisku Aeroklubu Mieleckiego skąd wyruszył.  Po tym wydarzeniu był prezentowany na wielu pokazach lotniczych w Polsce i Europie. 

 

youtube.com/flyingtv

Plany były, ale…

 

W 2001 roku samolot odkupił od mieleckich zakładów lotniczych przedsiębiorca Wiesław Bąk. Wcześniej w ramach procesu restrukturyzacji fabryki syndyk zaproponował zakup samolotu (z hangarem) Waldemarowi Miszkurce, ale wówczas, jak twierdzi pilot, cena była zbyt wygórowana jak na jego budżet. Tymczasem lokalny biznesmen zrobił kolejny remont. W 2007 roku naprawił silnik. Mielecka EADS ZUA posiadała wówczas jeden z największych na świecie składów części zamiennych do An-2. Na nowe wymieniono też najważniejsze części. Nowy właściciel chciał wykorzystać „światowego” „Antka” do nastepnych rekordowych przelotów (w tym powtórnego przelotu dookoła świata trasą lotu Amelii Earthart). 

Kolejne życie nadał samolotowi Wiesław Ruman. Pilot kupił go w 2012 roku i doposażył z zamysłem wykorzystywania w akcjach szczepienia lisów. Mielecki „Antek” przebywał też w Aeroklubie Poznańskim, gdzie wykorzystywano go do lotów widokowych. Ślad tego jest widoczny pod prawym skrzydłem. Uzyskanie stosownego certyfikatu do prowadzenia tej działalności wygenerowało właścicielowi duże koszty. Wydłużał się też czas uzyskania owych uprawnień, a loty widokowe traciły na popularności.  Sukcesywnie samolot tracił możliwości zarabiania na siebie i koszty eksploatacji rosły.

W 2017 roku, dokładnie 20 lat po historycznym przelocie, po prawie 40 latach od momentu opuszczenia taśmy produkcyjnej mieleckiej fabryki historyczny An-2 został wystawiony na sprzedażNiestety praktyka pokazuje, że samoloty tego typu trafiają najczęściej do krajów Ameryki Południowej. Jaką wartość dziś przedstawia ten prawie 40-letni samolot ? Jaka jest szansa, że kolejny właściciel doceni ten nabytek ?

– W Ameryce Południowej te samoloty są wykorzystywane do transportu. Ekstremalnie niskie koszty paliwa, brak potrzeby przepłótnienia oraz uniwersalność zastosowania sprawiają, że z powodzeniem odnajdują się w tamtej części świata. Jeżeli chodzi o samolot SP-DLA ma on ogromną wartość historyczną, której nie da się wycenić bezpośrednio na pieniądze. Reprezentując właściciela w procesie sprzedaży szukamy klienta, który będzie pasjonatem lotnictwa i będzie zainteresowany posiadaniem samolotu z unikatową historią. Naszym cichym marzeniem jest aby nowy właściciel użytkował go też w powietrzu.

(Piotr Lasek, Plane4You)

 

Od autorki 

 

W dniu startu tego samolotu w jedyny taki lot miałam trochę mniej lat niż ów „król Antonovów”. Lotnictwo obchodziło mnie … Z daleka. Region i jego dzieje również jakoś tak nie bardzo. Jednak dziś prześledziłam losy tego samolotu, który znowu czeka na właściciela. Napisałam o nim dla Was – tych, których lotnictwo obchodzi i nie, którzy pamiętają czasy świetności tych maszyn i dla nastolatków.  Napisałam w czasach, gdy niemal każdy może sobie zafundować lot dookoła świata  – nie tylko samolotem, ale 20 lat temu takie przedsięwzięcie to był wyczyn. Słyszałam i pisałam już o niejednym samolocie, któremu podarowano drugie, zazwyczaj gorsze, życie. Trzeciego i czwartego najczęściej już nie było: bo nie warto, bo to horrendalne pieniądze itp. Racjonalnie rzecz ujmując to tylko samolot, jeden z kilkunastu tysięcy, ale jedyny i nie DLA każdego. Teraz jest szansa, żeby go tutaj zatrzymać. Ten An-2 to symbol lotniczej historii regionu i to własnie teraz ta historia albo z nas chiochocze, albo się do nas uśmiecha…

 

Dodaj komentarz