O „królu Antonovów”, który świat dookoła obleciał

przez | 19 października, 2017

Na  prawie 12 tysięcy tych samolotów wyprodukowanych w Polsce tylko jeden wykonał przelot dookoła świata. To mielecki An2 SP-DLA. W lipcu 1997 roku ten 19-letni samolot wystartował w podróż wokół globu. Maszyna spędziła w powietrzu ponad 188 godzin i pokonała prawie 36 tysięcy kilometrów nad ponad 20 krajami.

mężczyzna pilot stoi na tle samolotu

Fot. arch. Waldemara Miszkurki

JEDEN JEDYNY

W dniu startu An2 o numerze seryjnym 1G 178-08 i rejestracji SP-DLA należał do producenta Polskich Zakładów Lotniczych w Mielcu. Był samolotem fabrycznym, tzw. liderem, ale latano nim już tylko sporadycznie. Miał już 19 lat i był po pierwszym remoncie. Wzorcowy egzemplarz 1G 178-08 można było udoskonalać i wprowadzać zmiany. To jedyny An2, w którym zrobiono specjalną instalację do dalekich przelotów i głównie dlatego ten samolot mógł wykonać tak długi, międzykontynentalny lot (prawdopodobnie zamontowano ją na tę okoliczność). Jednak historia maszyny od momentu produkcji do 1997 roku jest znana tylko fragmentarycznie.

Pierwszym właścicielem była wytwórnia POLAM. Samolot zarejestrowano pod nazwą SP-OLA. Niewykluczone, że te znaki nawiązywały do nazwy wymienionego nabywcy. Maszyna stacjonowała prawdopodobnie w podkieleckim Masłowie jednak dość szybko zmieniła właściciela. Zostało nim Przedsiębiorstwo Usług Lotniczych „Aeropol” (PUL). Od tego momentu stacjonował w Gdańsku na lotnisku Rębiechowo. W tym czasie prawdopodobnie An2 SP-OLA był wykorzystywany m.in do udziału w historycznych wydarzeniach. W 1980 roku podczas strajków na Wybrzeżu, gdy Lech Wałęsa – lider ruchu Solidarność przewodniczył akcji strajkowej służby komunistycznej Polski wyrzucały z mieleckiego „Antka” ulotki nawołujące do zaprzestania protestów. Tadeusz Franaszczuk, były pilot doświadczalny WSK PZL Mielec pamięta m.in powiedzonko związane z tymi znakami rejestracyjnymi płatowca:

Wówczas, w związku z tą akcją i znakami rejestracyjnych, krążyło powiedzonko: „Nie lubimy OL-i, bo OLA nas boli.” Potem WSK PZL Mielec odkupiły ten samolot. Został przerejestrowany na SP-DLA. Wtedy na literę „D” zaczynały się znaki rejestracyjne samolotów w mieleckich zakładach i pozostał na nich do dziś. Pamiętam jak w styczniu 1981 roku wspólnie z mechanikami odebraliśmy z PUL-u tego „Antka” i przebazowaliśmy z Rębiechowa do Mielca. Wielokrotnie nim latałem.

 

MARZENIE DLA WALDKA

Waldek Miszkurka latał Antonovami już w latach 70., gdy pracował w Dowództwie Wojsk Lotniczych w Poznaniu jako pilot transportowy. Pierwszy „Antek”, którego transportował komercyjnie pochodził z Ukrainy. Pilot miał go dostarczyć do Vancouver na zlecenie znajomego Kanadyjczyka – pasjonata tych dwupłatowców. Mówił:

Moim marzeniem było do kanadyjskiego Vancouver sprowadzić polskiego An2, żeby stamtąd ktoś chciał go kupić. Mieszkając tam, trochę przypadkiem natrafiłem na organizację, która wysyłała Polaków do kraju m.in. z wizytą na politechnikę. Najpierw załapałem się na taki wyjazd do Rzeszowa. Zrobiłem rekonesans dzięki któremu wiedziałem, że w Mielcu było wtedy wyprodukowanych około 50 sztuk tych samolotów. Potem pojechałem do mieleckich zakładów. Przez miesiąc byłem tam takim advisorem tego stowarzyszenia. To był trudny okres dla wytwórni. Wkraczał tam kryzys i nie wiedziano co zrobić z tymi samolotami.

Polskie An2 dystrybuowano wtedy głównie do Rosji, na Kubę, do Chin i Korei. Chociaż dla Amerykanów ich cena nie była zaporowa to jednak dla nich te maszyny były niedostępne. Mimo tego wkrótce do Waldemara zgłosił się kolejny chętny z zamiarem nabycia polskiego An2. 

Dostarczając te samoloty z Polski do kanadyjskich klientów nagle zrozumiałem, że przeleciałem nimi pół świata. Zamarzyłem, żeby zamknąć to lotnicze kółeczko. Po swoich doświadczeniach wiedziałem, że lot dookoła świata tym samolotem jest wielce prawdopodobny. Powiedziałem o tym koledze z Mielca, który był inżynierem w zakładach. Fabryka udostępniła An-2 z mechanikiem w pakiecie i z drugim pilotem wyruszyliśmy w lot dookoła świata.

22 lipca 1997 roku w godzinach dopołudniowych załoga An2 w składzie: Waldemar Miszkurka jako I pilot,  Andrzej Szymański – II pilot; w Kanadzie skończył szkołę lotniczą i Bogusław Gajek – mechanik wystartowała z Mielca w legendarny lot. Pierwotnie planowano, że potrwa on 40 dni. W praktyce trwał 3 miesiące. Wyposażony w 1000-konny silnik i dodatkowy zbiornik z paliwem mielecki Antonov 2. był jedynym samolotem tego typu, który okrążył kulę ziemską, w układzie zamkniętym – jak mówiono podczas konferencji prasowej przed wylotem.  Przedsiębiorca Wiesław Bąk, który przyczynił się do startu Miszkurki dodawał:  

 Mało tego, w historii polskiego lotnictwa – od zarania poprzez okres wojenny, do czasów współczesnych – żaden pilot i żadna polska załoga nigdy nie wykonała przelotu na polskim samolocie, ani na zagranicznym dookoła świata. (youtube.com/flyingTV)  

mężczyzna stoi na tle samolotu

Fot. Tadeusz Poźniak

188 GODZIN, 36 000 KILOMETRÓW, 20 KRAJÓW

Mielecki An2 przebywał w powietrzu ponad 188 godzin. Pokonał prawie 36 000 kilometrów. Przeleciał nad ponad 20 krajami. W tym czasie lądował na 31 lotniskach w 16 państwach  – m.in. w Grecji, Turcji, Iranu, Indii, Tajlandii, Filipin, Korei Południowej, Japonii, Rosji, USA, Kanadzie, Grenlandii, Islandii i Norwegii. Nie obyło się bez przygód. Niebezpiecznie było m.in. podczas lotu nad Górami Skalistymi (USA). Miszkurka opowiadał: 

Jesteśmy nad chmurami […] Jak ruszył tylko sterem – samolot w dół […] Tam było 4650 metrów. Kołami prawie jechaliśmy po chmurach […] ja sobie myślę niech nam coś siądzie. Jakby silnik zaczął słabnąć z jakiegoś powodu albo chmury będą wyżej, złapiemy lód. Już nie utrzymamy tej wysokości i w chmurach będziemy szli po prostej coraz niżej […] No i jak się chmury skończyły, zaczęła się preria i piękna pogoda. (youtube.com/flyingTV)  

W Iranie awarii uległ kolektor wydechowy. Nad ogarniętym wojną Afganistanem polskiemu „Antkowi” towarzyszył śmigłowiec bojowy. W Tajlandii konieczna była naprawa chłodnicy oleju. Podczas lotu nad Morzem Chińskim szalał tajfun.

Zbliżając się do Manili lecieliśmy z prędkością około 280 kilometrów na godzinę […] służba kontroli lotów przypuszczała zapewne, że zbliża się jakiś Boeing i dała nam pierwszą kolejność lądowania. Dopiero później, gdy zorientowano się, co to za samolot odesłano nas do strefy oczekiwania. („Skrzydlata Polska nr 12/1997 r.)

Najdłuższy odcinek lotu z Pietropawłowska Kamczackiego do maleńkiej wysepki St. Paul (USA) samolot pokonał w 11 godzin z czego prawie 5 leciał przy oblodzeniu. 19 października 1997 roku wylądował na lotnisku Rzeszów – Jasionka. Po 89 dniach lotniczego tourné mielecki „Antek” wrócił do kraju. Dwa dni później ponownie wzbił się w powietrze, aby oficjalnie zakończyć wyprawę dookoła świata na lotnisku Aeroklubu Mieleckiego skąd wyruszył. Potem prezentowano go na wielu pokazach lotniczych w Polsce i Europie. 

 

PLANY BYŁY, ALE…

W 2001 roku samolot odkupił od mieleckich zakładów lotniczych przedsiębiorca Wiesław Bąk. Wcześniej w ramach procesu restrukturyzacji fabryki syndyk zaproponował zakup samolotu (z hangarem) Waldemarowi Miszkurce, ale wówczas, jak twierdzi pilot, cena była zbyt wygórowana jak na jego budżet. Tymczasem lokalny biznesmen zrobił kolejny remont. W 2007 roku naprawił silnik. Mielecka EADS ZUA posiadała wówczas jeden z największych na świecie składów części zamiennych do An-2. Na nowe wymieniono też najważniejsze części. Nowy właściciel chciał wykorzystać „światowego” „Antka” do następnych rekordowych przelotów (w tym powtórnego przelotu dookoła świata trasą lotu Amelii Earhart). 

 

Kolejne życie nadał temu samolotowi Wiesław Ruman. Pilot kupił go w 2012 roku i doposażył z zamysłem wykorzystywania w akcjach szczepienia lisów. Od tej chwili An2 SP-DLA przebywał też w Aeroklubie Poznańskim, gdzie wykorzystywano go do lotów widokowych. Ślad tego jest widoczny pod prawym skrzydłem – napis LOTY WIDOKOWE. Uzyskanie stosownego certyfikatu do prowadzenia tej działalności wygenerowało właścicielowi duże koszty. Wydłużał się też czas uzyskania owych uprawnień, a loty widokowe traciły na popularności.  Sukcesywnie samolot tracił możliwości zarabiania na siebie i koszty eksploatacji rosły. W 2017 roku, dokładnie 20 lat po historycznym przelocie, prawie 40 latach od momentu opuszczenia taśmy produkcyjnej mieleckiej fabryki historyczny An-2 został wystawiony na sprzedaż. W praktyce samoloty tego typu trafiają najczęściej do krajów Ameryki Południowej. Piotr Lasek z Plane4You mówi, że są tam wykorzystywane głównie do transportu.

Ekstremalnie niskie koszty paliwa, brak potrzeby przepłótnienia oraz uniwersalność zastosowania sprawiają, że z powodzeniem odnajdują się w tamtej części świata. Jeżeli chodzi o samolot SP-DLA ma on ogromną wartość historyczną, której nie da się wycenić bezpośrednio na pieniądze. Reprezentując właściciela w procesie sprzedaży szukamy klienta, który będzie pasjonatem lotnictwa i będzie zainteresowany posiadaniem samolotu z unikatową historią. Naszym cichym marzeniem jest aby nowy właściciel użytkował go też w powietrzu.

AKTUALIZACJA 

Rok 2020, miejscowość Feldbach w Austrii. Finalnie mielecki An2 SP-DLA trafił do prywatnego muzeum Nostalgiewelt Posch. Jest jednym z eksponatów w kolekcji przedmiotów zgromadzonych przez właściciela kompleksu rozrywkowo – muzealnego Johanna Poscha, kolekcjonera historycznej techniki. Firma zachęca do zwiedzania obiektu:

Zabytkowy samolot na terenie firmy Posh to wyjątkowe przeżycie. Oryginalny, wciąż latający AN2 Antnonov, największy jednosilnikowy dwupłatowiec na świecie, zaprasza do kokpitu. Zdjęcia i selfie zostaną zapamiętane na długo! (nostalgiewelt-posch.at)

samolot stoi na dachu

Fot. Asurnipal / commons.wikimedia.org

 

 

 

2 komentarze do „O „królu Antonovów”, który świat dookoła obleciał

  1. ks. Grzegorz Jakubik

    Witam! ks. Grzegorz Jakubik z tej strony. Pracuję w parafii Hyżne k. Dynowa. Bardzo ciekawy i fachowy artykuł. Wreszcie Ktoś, czyli Pani Redaktor powyższych słów napisał coś kapitalnego o Antku SP – DLA. Gratuluję.
    W 1997 r. ja miałem 17 lat. Od Blisko 30 lat jestem pasjonatem lotnictwa. Sam nie posiadam żadnych uprawnień pilota. Jednak przed laty, kiedy Aeroklub Podkarpacki w moim rodzinnym Krośnie jeszcze jako tako funkcjonował (zanim go zniszczono w praktyce – sprzedając m.in. Antka SP-AMR za bezcen do Wenezueli) – to wtedy zaprzyjaźnieni piloci nieraz zabierali mnie oraz młodzież wśród której duszpasterzowałem – na podniebną przejażdżkę. Super sprawa.
    Zatem to smutne, że i nasz „król Antonowów” został wystawiony na sprzedaż. Taki eksponat! Wstyd i hańba tak się go pozywać. Ok Ok już słyszę, jak ktoś powie – Niech ksiądz go kupi, jak taki mądry jest i utrzymuje . No tak świadomy złośliwych komentarzy nadal uważam, ze to dramat pozbywać się takiej maszyny dla np. jakichś przemytników narkotyków w Wenezueli lub gdzieś tam. Acha. A czy mógłby mi ktoś napisać co właściwie stało się obecnie z tym „Anteczkiem” wyjątkowym …? Z Bogiem Pozdrawiam!!!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *