– Te samoloty praktycznie wyjęto z wlotu pieca w hucie. Więc to, że te części ocalały to już jest sukces. Wielu wydawało się, że w Szczebrzeszynie jest to prototyp I-22 o numerze ANP01-03. Dementuję. Teraz, mając do nich dostęp, miałem okazję to sprawdzić – mówi Marcin Kołacz, pasjonat mieleckiego samolotu I-22 Iryda po obejrzeniu wraków, które pozyskało rzeszowskie Muzeum Techniki i Militariów. Organizacja chce z nich zrobić lotnicze eksponaty.

FOT. PIOTR DURAK ©
Konrad:
Dobra wiadomość!! Irydy niszczejące w Szczebrzeszynie zostaną wyremontowane, a jeden z samolotów najprawdopodobniej trafi do naszego muzeum!!!!
Taką lakoniczną informację otrzymałam w wiadomości prywatnej na fanpage’a bloga od, jak się potem okazało pracownika wymienionego muzeum. Irydy w Rzeszowie? – pomyślałam z niedowierzaniem. Ale przede wszystkim z ciekawością i… Zaczęłam zgłębiać temat.
Samoloty nie mają ani goleni, ani wylotów z silników
Fundacja Muzeum Techniki i Militariów w Rzeszowie otrzymała od Zespołu Szkół nr 2 w Szczebrzeszynie wyprodukowane kiedyś w WSK PZL Mielec fragmenty samolotów I-22 Iryda. To głównie zdekompletowane elementy kadłubów tych statków powietrznych.
Marcin:
– Kadłub w srebrnym kolorze jest z AN004-05, a w kolorze żółtej anody to AN004-04. To części samolotów 04-04 i 04-05 czyli czwartego i piątego egzemplarza z czwartej serii produkcyjnej, która nigdy nie została ukończona. Dlatego samoloty nie mają ani goleni, ani wylotów z silników. Obok nich leżą części, ale to nie są ich oryginalnie. Za to egzemplarz 04-04 ma dodatkowe stateczniki pionowe. Tym byłem zaskoczony ponieważ były to samoloty z czwartej serii, w której wszystkie Irydy produkowano już do standardu M-96. Gdy zobaczyłem statecznik od 04-04 podwyższany (czyli przerabiany) byłem zdziwiony bo w sąsiedniej 405, od początku był już wyższy, bez modyfikacji. Serię 4. uruchomiono w kwietniu 1996 roku. Umowa obejmowała wyprodukowanie dodatkowych 6 egzemplarzy. Miała być zrealizowana do końca 1997 r. i to miały być samoloty w wersji M96, z awioniką firmy Sextant Avionique, fotelami Martin-Baker 10 PL i silnikami K-15.
Od 2024 roku te elementy samolotów Iryda, które obecnie znajdują się w Muzeum Techniki i Militariów w Rzeszowie będąc w Zespole Szkół nr 2 w Szczebrzeszynie miały służyć jako pomoc dydaktyczna dla uczniów kształcących się do zawodu mechanika lotniczego.

FOT. PIOTR DURAK ©
Młodzi ludzie mieli uczyć się na nich budowy samolotu, jak działa i jak składać poszczególne podzespoły, a także poznawać strukturę i zasadę działania silników lotniczych oraz innych elementów wyposażenia. Wcześniej znajdowały się w Centrum Badań i Transferu Technologii Akademii Zamojskiej. A jeszcze wcześniej…
Marcin:
– Te dwa samoloty – 404 i 405 przejechały całą Polskę. Ja je śledziłem od 2010 roku. Te Irydy – 404 i 405. widziałem wtedy podczas pokazów na lotnisku Mokre pod Zamościem. One najpierw były tam składowane w nowym hangarze. Następnie wyrzucono je “pod chmurkę”, a dopiero potem trafiły do Akademii Zamojskiej. Tam też nie wiedziano jak się do tego zabrać i przekazano do zespołu szkół w Szczebrzeszynie. Przypuszczam, że gdyby nie inicjatywa generała Bąka to finalnie te Irydy trafiłyby już na jakiś złom i później do pieca hutniczego bo nic nie wskazywało na to, że ta szkoła od momentu przejęcia ich od uczelni miała jakiś pomysł na to co z nimi dalej zrobić. Każda kolejna przeprowadzka pogarszała ich stan. Ginęły kolejne elementy, kadłuby podczas załadunków zostały pozgniatane i porozrywane niestarannym zabezpieczeniem transportu.
W ramach rządowego programu Iryda WSK PZL Mielec, w 4 seriach powstało 19 samolotów oraz 6 prototypów. Wielokrotna zmiana specyfikacji zamówień i decyzji politycznych oraz kilkukrotne zawieszanie, rozpoczętego w drugiej połowie lat 70. i trwającego blisko 20 lat programu doprowadziły do tego, że w halach produkcyjnych mieleckiej fabryki zgromadzono podzespoły oraz części do samolotów Iryda, które czekały na decyzję Ministerstwa Obrony Narodowej. Finalnie, po definitywnym i oficjalnym zamknięciu programu w 2008 roku wszystkie samoloty zostały oddane zamawiającemu czyli wojsku.

FOT. PIOTR DURAK ©
Jeszcze w 2005 roku najbardziej kompletne egzemplarze Irydy przekazano: jeden do Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych, a drugi do warszawskiego Muzeum Wojska Polskiego. W 2008 roku wyprodukowane elementy zostały zinwentaryzowane i przewiezione transportem wojskowym do magazynu, bazy logistycznej w Sklęczkach. Tam rozstrzygały się ich losy – poszczególne samoloty, bardziej bądź mniej skompletowane trafiały na ogół do bardzo różnorodnych muzeów lub szkół – w tym m.in. do Akademii Zamojskiej.
Fragmenty dwóch samolotów Iryda zalegały “pod chmurką” w otoczeniu szkoły
Lecz Gen. Tomasz Bąk, prezes Fundacji Muzeum Techniki i Militariów mówi że:
– Zanim szczebrzeszyńska szkoła pozyskała te samoloty chyba już nawet nie były własnością zamojskiej uczelni tylko Powiatu Zamojskiego. W zespole szkół w Szczebrzeszynie pracują osoby bardzo zaangażowane w swoją pracę – począwszy od dyrektora, nauczycieli, aż po instruktorów praktycznej nauki zawodu. Część z nich to byli wojskowi z centrum lotniczego, które kiedyś istniało w Zamościu. Gdy dostali od uczelni te lotnicze elementy liczyli, że będą w stanie samodzielnie doprowadzić do stanu używalności jako pomoc dydaktyczną. Niestety tak się nie stało, a fragmenty dwóch samolotów Iryda ponad rok zalegały “pod chmurką” w otoczeniu szkoły. Kiedyś wypatrzył je tam jeden z moich pracowników. Wstępnie rozeznał się czy dyrekcja byłaby zainteresowana przekazaniem tych części mojej fundacji. Pojechałem na rozmowę.
Strony uzgodniły, że fundacja z Rzeszowa zabierze elementy obydwu Iryd, wyremontuje do postaci eksponatu, po czym jedną zwróci szkole, a jedną zachowa dla siebie. Prezes fundacji realnie podchodzi do tematu rekonstrukcji samolotów. Zaznacza, że mowa jedynie o zrobieniu z tego co otrzymał statycznego eksponatu. Obecnie generał Bąk szuka sił i środków, żeby zrewitalizować to co otrzymał.

FOT. PIOTR DURAK ©
Co do samych Iryd generał liczy, że uda się zabudować dwie skorupy zamkniętym podwoziem po to, aby te samoloty-eksponaty mogły w ogóle stanąć. Natomiast pasjonat Iryd z Mielca uważa, że remont i odtworzenie brakujących elementów, choćby w minimalnym stopniu, na potrzeby muzealnej ekspozycji jest możliwy, ale będzie wymagał sporych nakładów finansowych. Jak mówi Marcin, potrzeba też ludzi:
– Zdolnych i sprytnych “pokryciowców”, którzy wykonają brakujące elementy poszycia dorabiając odpowiednie panele. Będzie to jedynie bryła bez podwozia. Obydwa samoloty powstały w czwartej, nieskończonej serii produkcyjnej która w fabryce nigdy nie została ukończona ze względu na zakończenie programu. Nie ma goleni, więc trzeba przemyśleć sposób podparcia, aby postawić je na postumencie w bezpieczny sposób. Najlepiej byłoby zamknąć tę bryłę, aby wyglądał jak w locie ze schowanym podwoziem.
Marcin Kołacz podpowiada też rozwiązanie w postaci wypożyczenia Iryd istniejących w do dziś w Polsce na pomnikach czy muzeach w celu odwzorowania z nich poszczególnych elementów mogących pomóc w rekonstrukcji tych pozyskanych przez rzeszowską fundację.
Osłona kabiny to prototyp
Zwraca uwagę również na inny problem:
– Duży problem widzę jednak ze zdobyciem bądź odwzorowaniem osłony II kabiny w 405. Przednia osłona kabiny to jest jakiś prototyp. W tej osłonie nie ma jeszcze tzw. piro sznura, który służył do kontrolowanego kruszenia plexi podczas katapultowania. Ona cała jest gładka i nie do końca trzyma linię. Być może jest to egzemplarz z pierwszych prototypów gdy testowano czeski fotel VS1-BRI. Sprawdzano jak te osłony kabiny będą się łamać, czy to będzie bezpieczne dla pilota. Wtedy okazało się, że mimo zamontowania tzw. wyłamywaczy na zagłówku w fotelu po katapultowaniu krawędzie osłony pozostające na samolocie były nadal zbyt ostre i mogły ciąć ciało pilota. Bardzo kibicuje temu projektowi, przekształcenia tych samolotów w pomniki i będę z ciekawością na bieżąco obserwował te prace.

FOT. PIOTR DURAK ©
Coś jeszcze…
Ale lotnicze “zdobycze” z Szczebrzeszyna do nie tylko części samolotów Iryda. Muzeum techniki z Rzeszowa otrzymało coś jeszcze.
Gen. Bąk:
– Powiedziałbym, że te Irydy mają jedynie szkielet. Jak się okazało, my zabraliśmy nie tylko Irydy. Po mojej stronie było zorganizowanie transportu z zespołu szkół w Szczebrzeszynie do Rzeszowa, ale załadunkiem zajęli się pracownicy szkoły. I tak się złożyło, że załadowali wszystko co lotnicze – łącznie ze zdekompletowanym egzemplarzem M-26 Iskierka. Na jej kadłubie jest tabliczka z napisem: Model: PZL M2601, seria: 1ap002-10.
Szef muzeum techniki liczy na współpracę m.in. z Mieleckimi Zakładami Lotniczymi, które niedawno remontowały samolot Iryda eksponowany w dęblińskim Muzeum Sił Powietrznych. Docelowo chciałby stworzyć w Rzeszowie ekspozycję Doliny Lotniczej – czyli samolotów, które były produkowane na Podkarpaciu. Na tę chwilę ma m.in. TS-11 Iskra, An-2, który w 1982 roku “uciekł” na Bornholm, o którym prezes Fundacji Muzeum Techniki i Militariów mówi, że:
– Niewiele brakowało abym miał również całą jego dokumentację techniczną. Pozyskałem go jeszcze od ówczesnego mieleckiego Zakładu Usług Agrolotniczych, ale rok wcześniej ją zniszczono. Mam też Lim-2, który służył w Mierzęcicach. Chciałbym jeszcze pozyskać M-18 Dromadera.
Twierdzi, że obecnie ma największą w Rzeszowie kolekcją samolotów-eksponatów oraz dodaje, że skoro Podkarpacie szczyci się największą w kraju liczbą firm lotniczych to w Rzeszowie, stolicy województwa trzeba to lotnictwo ludziom unaocznić i udostępnić.
PS. Na portalu Pomagam.pl trwa zbiórka na renowację samolotu. Każdy może dorzucić coś od siebie. Każda kwota ma znaczenie.
NA IRYDĘ ZBIÓRKA!
