„Krośnieńskie” Fi-156 Storchy. Jak na Podkarpaciu remontowano niemieckie „Bociany”

przez | 27 września, 2022

Trochę przypadkiem niemieckie samoloty z czasów II wojny światowej trafiły do remontu na Podkarpacie. Szwajcar Reiner Vondruska ze stowarzyszenia „Friends of the Fieseler Storch” poszukiwał firmy, która podjęłaby się doprowadzenia do stanu lotnego samolotu Fi-156 Storch. Zaangażował do tego swojego pracownika, Polaka. Ten znalazł Lotnicze Zakłady Produkcyjno – Naprawcze Aero Kros, krośnieńską firmę z wieloletnimi tradycjami lotniczymi. Lecz w roku 2013 gdy przywieziono tutaj pierwszego Storcha firma nie była już w najlepszej kondycji finansowej. Z roku na rok zadłużenie nie malało, ale do Krosna przybywały kolejne Fi-156.    

zielony samolot leci

Fot. Paweł Hawrot / EPKR Spotters

Reiner Vondruska był przedsiębiorcą, entuzjastą lotnictwa i jego historii. Kolekcjonował zabytkowe samoloty. Kiedyś wymyślił sobie, że chce mieć największą na świecie kolekcję Storchów. Po przejściu na emeryturę zrealizował swój pomysł i pozyskał aż dziewięć oryginalnych Fi-156 Storchów. Potem założył lotnicze stowarzyszenie. Pasjonowało go historyczne lotnictwo, a odrestaurowane „Bociany” chciał prezentować na krajowych pokazach lotniczych. Najpierw musiał jednak te samoloty pozyskać, wyremontować i doprowadzić do oryginalnego wyglądu. 

Niemieckie „Bociany” Szwajcara

Fieseler Fi-156 Storch był jednym z najpopularniejszych samolotów niemieckich z czasów II wojny światowej. Jeszcze przed wojną pracowano nad samolotem cechującym się krótką drogą startu i lądowania na co wpływ miała mechanizacja skrzydeł. Tuż po słynnych zawodach lotniczych tzw. Challenge’u, gdzie zaprezentował się polski samolot RWD-9, w wytwórni Gerhard-Fieseler-Werke w Kassel opracowano projekt podobnego samolotu. Nazwano go Fi-156 Storch (z niem. „bocian”). W założeniu miał to być samolot sportowo-turystyczny, ale niemal w tym samy czasie niemiecka Luftwaffe poszukiwała samolotu obserwacyjno-łącznikowego i ogłosiła konkurs na zamówienie takich maszyn. Fabryka Fieseler postanowiła spróbować swoich sił. Wyprodukowała wersje wojskowe Fi-156, które stanęły w konkursowe szranki. Wygrały. Najpierw Fi-156 trafiły do Luftwaffe, potem do kilku innych krajów. Producent modernizował kolejne wersje. W samym tylko Luftwaffe Storchy były podstawowymi samolotami obserwacyjnymi, łącznikowymi, sanitarnymi i ratowniczymi. To właśnie Fi-156 Storch, jako ostatni samolot wylądował w oblężonym Berlinie. Wtedy pilotowała go słynna Hanna Reitsch. Co ciekawe, niemieckie Fi-156 latały też w barwach ZSRR, który nabył licencję do produkcji. Kilkanaście Strochów trafiło do Polski, a pod koniec lat 40. w WSK PZL Mielec odbudowano cztery dla lotnictwa wojskowego. Szacuje się, że w sumie zbudowano około 2500 różnych wersji Fi-156.  

 

W najodważniejszych planach Vondruski było powtórzenie lądowania Fi-156 na lodowcu Gauli z listopada 1946 roku. Pozyskał ten sam egzemplarz – A-97, który był zaangażowany w ratowanie rozbitków katastrofy lotniczej w szwajcarskich Alpach (patrz film powyżej). To za sprawą tego Storcha uratowano 12 rozbitków uwięzionych na wysokości 3400 metrów po katastrofie wojskowej Dakoty DC-53. Po uderzeniu w zbocze góry Wetterhorn Dakota zawisła w szczelinie lodowca.  Na ratunek poszkodowanym, pieszo ruszyła ekipa ratunkowa. Gdy ratownicy dotarli na miejsce nie mieli już siły transportować rozbitków. Wówczas pomoc zaoferowali dwaj szwajcarscy piloci wojskowi, kpt. Victor Hug i mjr  Pista Hitz. Podczas dziewięciu kursów niepozornego Fi-156 Storcha przewieźli załogę Dakoty w bezpieczną dolinę. W latach 60. ten słynny Storch trafił do Szwajcarskiego Muzeum Transportu w Luzern i to m.in. ten egzemplarz – Fi-156 Stroch A-97 nabył Reiner Vondruska z „Friends of the Fieseler Storch”. A-97 był jednym z sześciu tych samolotów, które serwisowano w Krośnie. Najciekawsze jest jednak to jak i dlaczego niemieckie Storchy szwajcarskiego pasjonata lotnictwa trafiły akurat do Krosna i tamtejszego Aero Krosu. U Vondruski pracował Polak, Piotr Bełz i chociaż prezes stowarzyszenia sugerował, aby do remontu zabytkowych Storchów poszukać firmy w Niemczech, ten skierował swoje kroki do Polski – w tym m.in do Krosna, gdzie działały jeszcze zakłady Aero Kros.

Dlaczego ten Aero Kros?

Paweł Zawisza – obecnie dyrektor techniczny w firmie Royal Star, były pracownik Aero Krosu jest niejako „ojcem chrzestnym” remontowanych tutaj Storchów. Był obecny podczas pierwszej wizyty w Krośnie szwajcarskiego właściciela samolotu. Po upadku krośnieńskiego Aero Krosu prace remontowe udało się przenieść do oddziału Royal Star w Krośnie, a co za tym idzie utrzymać zlecenie na Podkarpaciu. Mężczyzna pamięta zalążki transakcji:     

Pierwsza wizyta przedstawiciela Szwajcarów odbyła się w 2012 roku. Od pierwszej rozmowy, którą prowadziłem do decyzji minęło kilka miesięcy. Pierwszy Storch był na szwajcarskich znakach i nie był naprawiany pod polskim nadzorem. W związku z tym było kilku przeciwników do podjęcia się tego zlecenia. Ostatecznie udało się wyremontować tego Fieselera i sprowadzić kolejne. Vondruska chciał stworzyć flotę pokazową. Zaczął od kupienia jednego i mu się spodobało. Gdy u niego byłem i powiedział „szukaj mi drugiego” nie wahałem się. Dla nas, pracowników Aero Krosu to oznaczało pracę. Zacząłem więc szukać następnych egzemplarzy m.in. na aukcjach w Internecie. Jednego znaleźliśmy w szwajcarskim muzeum w Luzern. Vondruska wypożyczył stamtąd – chyba na 30 lat – tego o numerze A-97, który ratował rozbitków. Potem szukaliśmy po całej Europie. Kolejny był we Francji, koło Paryża (przyp. red.: we Francji w fabrykach Morane-Saulnier wyprodukowano ich około 700; powojenne „francuskie” Fi-156 nazywano MS-500/ MS-506 Criquet). Następny w Niemczech. Jeden, nieremontowany przyjechał z okolic Wilna na Litwie. 

samoloty na niebie

Fot. Paweł Zawisza

Pierwszym Fi-156 Storch, który trafił na remont do Krosna był ten o numerze A-99. Były kierownik w Aero Krosie wspomina:

Potem, w kolejności były: A-98, 97, 94, 95 i 96. W Aero Krosie remontowano 3 egzemplarze. Pierwszy, A-99 Vondruska kupił z rąk prywatnych. Ten Storch został uszkodzony podczas burzy. Jego opłótninienie w znacznym stopniu zniszczył opad gradu. Wykonaliśmy więc dla niego nowe i kilka modyfikacji – w tym m.in. podwójne sterowanie. Silnik i śmigło pozostały w tej samej konfiguracji. Wszystkie Fieselery przeszły generalny remont: dostawały nowe opłótnienie, silniki i nowe śmigła – w zależności od układu napędowego. Montowaliśmy je z Lycomingiem, Argusem As 10 – oryginalnym silnikiem, rzędowym, ośmiocylindrowym w układzie odwróconego V i z gwiazdowym Salmsonem. Ten ostatni zakładaliśmy już w Royalu.

Te samoloty zetknęły też ze sobą drogi Piotra Bełzy i pilota Jerzego Piekarza. Piekarz – wówczas pracownik Izby Administracji Skarbowej na rzeszowskim lotnisku poznał się z Bełzą, który chciał wiedzieć jak legalnie, zgodnie z prawem sprowadzić te samoloty do Polski, a potem, po naprawach dostarczyć do Szwajcarii. Celnik mówił mu o tzw. uszlachetnianiu czynnym – procedurze celnej związanej z przerobem towarów sprowadzanych z zagranicy. Podczas rozmowy wydało się, że żywo zainteresowany tematem celnik jest jednocześnie pilotem. Tak oto Jerzy Piekarz został oblatywaczem niemieckich Fi-156 Storch. Po raz pierwszy pilotował Storcha w listopadzie 2016 roku. Do dziś skrupulatnie przechowuje tę datę w notatniku. Podczas lotu Storchem A-95 SP YRZ w lipcu 2021 roku samolot samolot wylądował awaryjnie w miejscowości Bajdy-Chrząstówka koło Krosna i kapotował. Nikomu nic się nie stało. Zdarzenia nie zakwalifikowano jako wypadek lotniczy.

Równia pochyła

Chociaż u progu drugiej dekady XXI wieku kondycja Aero Krosu nie przedstawiała się kolorowo to jednak w czasach świetności zakłady mogły poszczycić się doświadczoną kadrą fachowców. Początki ich działalności sięgają drugiej połowy lat 50., czasów Aeroklubu PRL, który posiadał m.in Okręgowe Warsztaty Lotnicze w Krośnie. Wielokrotnie zmieniała się nazwa zakładu, poszerzano jego działalność. Od lat 60. funkcjonowały pod nazwą Lotniczych Zakładów Naprawczych Aeroklubu PRL. Początkiem lat 90. krośnieńskie przedsiębiorstwo zajmowało się również szkoleniem lotniczego personelu technicznego, a co za tym idzie przemianowano je na Centralną Szkołę Lotniczo-Techniczną Aeroklubu Polskiego (CSLT). 

 

Przez lata krośnieńskie przedsiębiorstwo zajmowało się głównie remontami samolotów i szybowców dla aeroklubów. Będąc w strukturze Aeroklubu PRL mogło liczyć na ciągłość zleceń. Kapitalizm sprawił, że musiało samodzielnie pozyskiwać klientów. Od lat 90. produkowano tutaj m.in samoloty ultralekkie FK-9 dla niemieckiej firmy B&F Petera Funka, który w 2006 roku chciał kupić majątek aeroklubu, ale ten odmówił. Liczono, że krośnieńska CSLT ma wystarczający potencjał, aby produkować własny samolot szkoleniowy m.in. dla krajowych aeroklubów. Jednak mając wówczas status jednostki pomocniczej dla Aeroklubu, CSLT nie miała osobowości prawnej, a więc nie mogła ubiegać się o żadne zewnętrzne środki. Zaczęto szukać inwestora. Został nim Grzegorza Wojtaszek – prywatny przedsiębiorca, związany z kilkoma firmami z zakresu budownictwa drogowego. Gdy kooperacja zakładów z niemiecką spółką sypała się jak domek z kart, jesienią 2007 roku Aeroklub Polski sprzedał pozostałą cześć majątku Wojtaszkowi, który chyba liczył, że w Lotniczych Zakładach Produkcyjno-Naprawczych Aero Kros sp. z o.o. oprócz dotychczasowych remontów i napraw statków powietrznych będzie też produkowany ultralekki samolot MP-01 Wega. Tak się nie stało. Firma generowała koszty, a nie przynosiła zysków. Dawni kontrahenci wycofali się z powodu podwyżki cen usług. 

Począwszy od 2008 roku krośnieński Aero Kros cyklicznie otrzymywał dotacje m.in. na szkolenia personelu technicznego od marszałka województwa, a także od Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, w ramach tzw. pomocy de minimis. W zależności od roku były to kwoty od kilku do kilkuset tysięcy złotych (patrz: rejestr.io/krs). W 2009 roku Aero Kros szukał niszy rynkowej, a jednocześnie strategii działania. Pojawił się pomysł na produkcję śmigłowca Exec 162 F, ultralekkiego samolotu MP-02 Czajka oraz AT3. W ogólnym rozrachunku pomysłów na przetrwanie Aero Krosu było sporo – w tym również takich nietypowych. W 2009 roku firma zakupiła od Agencji Mienia Wojskowego 25 samolotów MiG-21 wycofanych z armii. Przez trzy lata myśliwce składowano przed siedzibą Aero Krosu, a potem sprzedano je amerykańskiemu dostawcy taktycznych samolotów myśliwskich dla usług lotniczych, firmie Draken International z USA. Wiosną 2012 roku zakład podpisał umowę z chińską spółką handlową Shiner International, która otworzyła furtkę do sprzedaży na chiński rynek składanych w Krośnie śmigłowców Talon 600. Prezes Marian Zięba prognozował, że z Krosna do Chin trafi aż 50 egzemplarzy i upatrywał w tym szansy na finansowe odbicie firmy. Lecz właściciel Aero Krosu miał długi przez co nie mógł ani utrzymać firmy ani jej rozwijać. W lutym 2012 roku na łamach lokalnej gazety „Nowiny” pracownicy skarżyli się na niewypłacalność pensji. Nie pomógł nawet pomysł na produkcję ultralekkiej, zwinnej MP-02 Czajki. Zadłużony zakład nie miał kapitału na produkcję. Jesienią 2013 roku w ramach spłaty długów większościowe udziały w Aero Krosie przejął Podkarpacki Bank Spółdzielczy. Potem zwrócił się do firmy doradczej Rybarczyków. Rozpoczęto restrukturyzację. Z czasem kierownictwo przejął Michał Rybarczyk z synem. W czerwcu 2016 roku na łamach „Pulsu Biznesu” pisano, że Rybarczykowie dają sobie rok, by postawić na nogi krośnieński Aero-Kros. Kilka miesięcy później na antenie Polskiego Radia wyemitowano obszerną rozmowę z Mateuszem i Michałem Rybarczykami, w której mówiono:

W ich życiu podniebne zainteresowania przeplatają się z twardymi realiami prowadzenia biznesu. Ostatnio  przywracają dobrą formę Lotniczym Zakładom Produkcyjno-Naprawczym Aero-Kros w Krośnie (…) właściciele firmy Rybarczyk Inwestycje (…) w tym samym stopniu słyną ze swych lotniczych pasji, co i z „leczenia” upadających przedsiębiorstw. (polskieradio24.pl z dn. 13.11.2016)  

Jednocześnie w listopadzie 2016 roku w mediach pisano o oblocie pierwszego wyremontowanego na Podkarpaciu historycznego Fi-156 Storch A-97. Chwalili się tym zleceniobiorcy i zleceniodawcy. „Friends of Fieseler Storch” na swoim fanpage’u napisali:

A-97 znowu lata! W miniony weekend A-97 wreszcie wystartował w polskim Krośnie na swój drugi lot. Nasz Stroch wystartował (…) o 13:30. Poleciał bezbłędnie. Pojawił się krótko nad miastem przy pięknej jesiennej pogodzie. Po godzinie samolot bezpiecznie wylądował w Krośnie. Rejestracja SP-YRX jest rejestracją tymczasową i została wydana przez polski urząd lotnictwa na czas lotów testowych. Historyczny samolot będzie latał w Szwajcarii pod nową identyfikacją: HB-EHJ jako nasz czwarty w klubie. Dziękujemy wszystkim (…) za wkład i współpracę, a pilotom życzymy wiele radości z latania tym wyjątkowym samolotem. (facebook.com/Storchenfreunde z 08.11.2016)

Relokacja

Po zarejestrowaniu w szwajcarskim Urzędzie Lotnictwa Cywilnego (FOCA) samolot wrócił do Szwajcarii. W tym czasie w hangarach krośnieńskiego Aero Krosu stały już kolejne Storchy do remontu lecz przyszłość firmy wykonującej zlecenie rysowała się bardzo niepewnie.
 
 
 
W 2016 roku szwajcarskie stowarzyszenie miłośników lotnictwa zaprosiło delegację pracowników Aero Krosu do udziału w tragach lotniczych w niemieckim Friedrichshafen (patrz film powyżej). Paweł Zawisza gorzko wspomina to wydarzenie:

Vondruska nas zaprosił: mnie, Ewę Michalik – pilotkę MP-02 Czajka oraz syna prezesa. Stowarzyszenie miało tam ogromne stoisko i wyremontowanego przez nas Storcha A-99, a my mieliśmy reklamę za darmo… To znaczy mogliśmy mieć. Było dużo możliwości, żeby zaprezentować się tam jako polska firma i może pozyskać nowe zlecenia. Jednak młody Rybarczyk tego nie chciał. Powiedział, że nie przyjechaliśmy tam szukać roboty. Te słowa utkwiły mi w głowie. Później firmę przejął bank i najpierw wstawił do Zarządu wiceprezesa, a gdy zakładem zarządzali Rybraczyki to już wtedy, z podejmowanych przez nich działań wynikało, że firma nie stanie na nogi. W 2017, 2018 było już po Aero Krosie… Prace kontynuowaliśmy do czasu gdy bank wprowadził nowy Zarząd pod pretekstem restrukturyzacji. Przestali płacić pracownikom, zaległości powiększały się z miesiąca na miesiąc. Ze względu na wysokie ryzyko upadłości – co później nastąpiło – szwajcarski klient zabrał samoloty. Przeniósł je do Royal Star z oddziałem w Krośnie. 

Nowy zleceniobiorca wynajął tam pomieszczenie do hangarowania Storchów. Tam też trafiły kolejne zlecenia na remont  Fi-156. Obecnie jeden egzemplarz jest w przygotowaniu do oblotu.
 
Jeszcze w 2018 roku prezes Rybraczyk w rozmowie z portalem dlapilota.pl kalkulował koszty serwisowania Storchów. Doceniał profesjonalne wykonanie remontu, ale też twierdził, że te prace są nieopłacalne dla zakładu. Ostatniego prezesa Aero Krosu odwołano w 2019 roku. Od 2017 roku remontem tych samolotów zajęła się firma Royal Star, która zatrudniła cześć pracowników z dawnego Aero Krosu. Do Royala trafiły egzemplarze o numerach: A-91, A-94, A-96, A-98.
 
samolot zielono czerwony leci nad miastem, blokowisko

Fot. Paweł Zawisza

W styczniu 2020 roku szwajcarski magazyn lotniczy „Cockpit” pisał o imponującej kolekcji niemieckich Storchów, których remont przejęła inna, tutejsza firma: 

Pięć z tych zabytkowych samolotów zostało odrestaurowanych lub naprawionych do stanu lotnego przez firmę lotniczą Royal Star w Krośnie. Po zatwierdzeniu przez Federalny Urząd Lotnictwa Cywilnego będą latać w Szwajcarii. W grudniu 2019 roku pierwszy Storch MS-502 Criquet A-91 z rzadkim silnikiem gwiazdowym Salmson został przewieziony do Muzeum FFA Altenrhein. Stamtąd w przyszłości rozpocznie swoją działalność. Maszyny odrestaurowane (…) w Krośnie pochodzą z dawnych zasobów Szwajcarskich Sił Powietrznych i od osób prywatnych. Jest wśród nich taki, który znaleziono w stodole. Wszystkie były w złym stanie. Zostały odrestaurowane od podstaw. W dwóch Storchach z silnikiem Lycoming-O-540 zamontowano ulepszony system chłodzenia. („Der erste Storch ist in der Schweiz”, www.cockpit.aero z dn 06.01.2020)

 
Takie były plany. Niestety wiosną 2020 roku szwajcarski kolekcjoner Reiner Vondruska zmarł, a zakupione samoloty odziedziczyła rodzina, żona i córka. Kobiety nie bardzo wiedziały czy i jak go zagospodarować. Były raczej balastem, którego chciały się jak najszybciej pozbyć. Fakt ten wykorzystał pewien Niemiec, który je  kupił. Traktował to jak biznes – podobno po odremontowaniu wszystkich zamierza je sprzedać dalej. Szacowano, że jeden Storch mógł być warty około pół miliona euro, a biznesmen kupił je od rodziny Vondruski za bezcen. Co się dalej z nimi stanie? Trudno powiedzieć. Zapewne rynkowa wartość tych wyremontowanych przez Aero Kros wzrośnie, ale jak mówi Paweł Zawisza, na razie u nowego właściciela nie dostrzega większego zainteresowania sfinalizowaniem kolejnego remontu. Z drugiej strony, te które już otrzymał, nawet jeśli nie będą latać będą wymagały serwisowania. Robi się z tego kosztowne hobby. A jeśli nie jest się majętnym pasjonatem lotnictwa, jak choćby Vondruska, kwestia „drugiego życia” „krośnieńskich” Storchów wydaje się zagadkowa. Jak bardzo – to już czas pokaże.    
 
 
 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.